„Wszyscy muszą zginąć” Marcel Moss

Warszawskie liceum. Podczas apelu wybuch. Strzały i masowa rzeźnia. Ginie prawie setka uczniów i nauczycieli. Samobójstwo popełnia również Błażej- jeden z zamachowców. Przed strzałem we własną głowę oszczędza przyjaciółkę, strzelając jej w ramię. I z pozoru nic się tu kupy nie trzyma, bo to dobry chłopak i z dobrego domu był. Po pierwszym szoku pojawia się pytanie, dlaczego nie zabił tej dziewczyny, skoro strzelał do wszystkich. Odpowiedź jest prosta- oni wszyscy, którzy przeżyli już to  wiedzą. Bo przecież ona też brała udział w tym zamachu. Więc trzeba ją zniszczyć.   

Wszystko to, co dzieje się w tej książce w zasadzie sprowadza się do tych dwóch zdań: „Który rodzic celowo wpędza swoje dziecko w kompleksy? Jak ja mam wyrosnąć na pewną siebie, ambitną i przebojową kobietę, skoro na każdym kroku słyszę, że nie jestem dość dobra?”.

Kiedy od początku w domu rodzinnym nie ma miłości i akceptacji, to potem też często jej nie ma. A dzieci cały czas próbują udowodnić rozczarowanym nimi rodzicom, że są lepsze niż im się wydaje. Każde na swój sposób. Każde tak, jak umie najlepiej. Nic nie dzieje się przez przypadek.

Wiele tu wątków związanych z naszym codziennym współczesnym życiem: od problemu homoseksualizmu po zamykanie się w wirtualnym świecie gier, używki i nagonki na mediach społecznościowych. Rodzicom otworzy oczy, nastolatkom pokaże jak wiele zła może zadziać się  przy ich akceptacji zła. Zakończenie jak to u Mossa nieprzewidywalne. Polecam na dwa wieczory, bo „wsiąka się” bardzo szybko.  

Ten post ma 3 komentarzy

  1. Mirka Furmanek

    Madziu, wszystkie Twoje recenzje pochłaniam…i już chce mi się czytać ?Teraz jestem pod wrażeniem Wielkiej samotności. Dzięki ?

    1. Magda i Tomek

      Dziękuję, dziękuję!!!! „Wielka samotność” zabrała mi nockę. Nie mogłam przestać…

Dodaj komentarz