Marzenie- no nie? No nie. Ostrzegam- kto pozna tą historię, raczej już nie będzie taki skory, aby wstąpić w progi domu Guccich.
Póki co Patrizia wyczuła go doskonale. Taki skromny i niepozorny. Maurizio Gucci. Fajny gość z ogromnym i bogatym zapleczem rodzinnym. Wiedziała, że będzie jej. I jakże szybko odnalazła się w House of Gucci. Mimo, że no powiedzmy sobie szczerze, poziomem odstawała od modowej rodziny, to i tak pokochał ją jak nikogo dotąd. Wbrew ojcu, przy namaszczeniu stryja za to.
Patrizia bardzo szybko powiązała ze sobą wszystkie sznurki w biznesie rodzinnym i doszła do wniosku, że trzeba je od środka poprzecinać. I krok po kroku cięła doprowadzając do coraz większych dramatów. Najpierw zabłysła na salonach przekonując wszystkich, że jest kobietą stworzoną do bycia bogatą i luksusową, potem wprowadzała intrygę za intrygą, aby z tego luksusu korzystać jak najwięcej, w końcu skończyła jako mścicielka, zwana „Czarną Wiedźmą”. Czy można barwniej?
Resztę zostawiam do odkrycia Wam. Ja powiem tylko tyle: mimo długości filmu nie nudziłam się ani przez moment. Dobrze zrobiony, dobrze zagrany, z dobrym i bardzo różnorodnym podkładem muzycznym. Historii Guccich nie znałam, markę tylko z witryn sklepowych, ale jakoś tak bardzo dla mnie nieosiągalna, więc się za bardzo nie wczuwałam. A tutaj pojawia się nam taka historia, że aż żal jej nie poznać.
W roli Patrizii występuje Lady Gaga, w Maurizio wcielił się Adam Driver. Oboje jakże charakterystyczni. Ja już nie wiem, czy Lady Gaga lepiej śpiewa czy lepiej gra. Jeśli do tego dodamy Ala Pacino i Jeremy’ego Ironsa to wiadomo, że film nie może być źle zagrany.
Oczywiście, że wokół filmu jest afera. Po pierwsze rodzina Guccich stwierdziła, że uderza w jej morale i rozprawią się z tą nieprawdą historyczną i brakiem wcześniejszej akceptacji z ich strony. Po drugie rodzina uważa, że film pozwala współczuć Patrizii, a już sam taki zamiar jest nie na miejscu. Będzie tego oczywiście ciąg dalszy, ale pewnie już przed sądem, nie tylko w prasie.
Idźcie, idźcie, po prostu idźcie. I delektujcie się blichtrem, modą, widokami, muzyką. I świętym spokojem przez ponad 2 godziny haha.
