Kochali się pięknie. Byli młodzi, mieli marzenia, przede wszystkim te wspólne i duże widoki na przyszłość. I pewnego dnia ON to wszystko spieprzył. Nieświadomie. Chciał pomóc specyficznie poproszony o taką pomoc. I to by było na tyle, jeśli chodzi o ten związek. Potem były jeszcze inne po obu stronach. Że nieudane można się domyślić. A życie popłynęło sobie swoim rytmem. I zaciągnęło jego do Portugalii. Byle daleko od wspomnień. A jej kazało rozwinąć się społecznie, artystycznie, humanitarnie, dziennikarsko, ale też ponieść niemałe straty. Pokaleczyło dodatkowo.
I nadchodzi taki dzień, że ONA trafia jednak do tej jego Portugalii. Z różnych przyczyn, ale jednak. I jak to bywa z losem, który w końcu całkiem przewrotny potrafi być, każe im się spotkać po latach. Jakże innym, bardziej dojrzałym, na zupełnie innym etapie życia. Ciągle myślącym czy ON/ONA to ciągle jeszcze ten sam ON/ta sama ONA?
Wątek znany- prawda? Gdyby książka ograniczyła się tylko i wyłącznie do tego aspektu byłaby romansem obyczajowym- li tylko. Ale ma w sobie coś więcej. Bo poza tym, że ONA jest wybitną artystką, która z powodzeniem mogłaby zarabiać na fotografowaniu, pomaga też ludziom potrzebującym pomocy, robiąc o nich reportaże i nagłaśniając ich nieszczęście. Bo wierzy, że tak można ich wesprzeć najlepiej.
I gdyby nie ten ważny kawałek jej życia nie poznałaby chłopca, którego ojciec zaginął właśnie w Portugalii. Zaginął- nie zaginął. Pocztówki przesyła i to by było na tyle. Nie daje to spać artystce, która wykorzystując swój pobyt w Lizbonie na bądź co bądź własnej wystawie, postanawia odnaleźć tatusia, który porzucił żonę i dziecko.
Dlaczego wybrałam ten tytuł? Dla Portugalii w tytule przecież! Dla możliwości pochodzenia sobie po Lizbonie i powspominania. Dla Sintry, w której nie byłam, a która już na mej liście. To druga książka pani Kosowskiej, którą miałam możliwość przeczytać. „Proso w serce” oparte było również na tym schemacie- jedno zdarzenie wywraca wszystko do góry nogami. Tam była Prowansja, tutaj Lizbona. Dla obyczajowej przyjemności jesiennej, jeśli do romansowych obyczajów Wam blisko, polecam.
