Minari roślina azjatycka zwana japońską pietruszką przyjmie się wszędzie. Rośnie jak chwast, nie trzeba o nią dbać w ogóle. Daje radę w każdych warunkach.
I tak też miało stać się z rodziną Koreańczyków, którzy przybywają w latach 80-tych na „zadupie” w stanie Arkansas. Do tej pory żyli w Kalifornii i zarobkowali będąc seksterami, czyli osobami oddzielającymi kurczaki jednej płci od tych drugiej. Nie chcą tego robić do końca życia, więc głowa rodziny wpada na pomysł, że zacznie uprawiać warzywa i sprzedawać je koreańskim handlarzom w Ameryce. Znajduje kawał zachwaszczonego pola i przenosi się na nie ze swoją rodziną.
Na miejscu zastaje ich odludzie, dom na kółkach, który rozleci się najpewniej przy pierwszej lepszej okazji, brak bieżącej wody i cywilizacji. To nie tak wyobrażała sobie życie jego żona, która jest przekonana, że w ten sposób krzywdzą dwójkę dzieci- dziewczynkę nad wyraz dorosłą jak na swój wiek i chłopca- uroczego malucha z wadą serca. Kiedy nasila się konflikt w małżeństwie, sprowadzają babcię, która odciąża ich w opiece nad dziećmi. A babcia nie jest typową babcią- nie piecze ciasteczek, klnie, ogląda walki bokserskie i uczy wnuki hazardu.
Czy uda im się zapuścić korzenie w tym miejscu jak robi to minari? Tego oczywiście nie zdradzę.
Film koreański, kino specyficzne. Oparty na faktach z życia reżysera, który opowiedział swoją historię z punktu widzenia Davida- najmłodszego członka rodziny. Kino niespieszne, bez zaskoczeń, powiedziałabym nawet, że w wielu momentach przewidywalne. Ale ładne i wzruszające.
Wielowątkowe, bo jest tutaj i o miłości babci do wnuka i odwrotnie, o miłości w małżeństwie, o straconych nadziejach i ciągle na nowo poszukiwaniu kolejnych szans. O odrębnej kulturze, ale też stale postępującej asymilacji. O miłości i obowiązku dzieci względem rodziców. O sile pielęgnowania korzeni. A wszystko to bez kinowej rewolucji i nowych trików.
To taki film, który ociepli serducho i pozwoli na wieczorne wytchnienie. I odczucie magii kina. Bo w końcu od wczoraj kina znowu otwarte. Jeśli więc nie szukacie sensacji, macie moc, żeby wytrwać dwie godziny w fotelu i lubicie kino inne niż amerykańskie, to zapraszam, zapraszam.
Dodam jeszcze, że film nominowany był do Oskarów w 6 kategoriach, ostatecznie Oskara zdobyła babcia. Zasłużenie.

Magda, opis w 100% odzwierciedla ten film. Dla mnie rewelacyjny? Ty zawsze znajdziesz takie „perełki”. Dzięki za wspólny seans.
Kasia dzięki!!! Cała przyjemność po mojej stronie przecież haha. Oby więcej takich babskich wieczorów przy dobrych filmach!!!