Mam tak, że przed pójściem do kina nie czytam za dużo o filmie. Lubię się zaskoczyć. Zawsze jednak zajrzę na ocenę na Filmwebie i obejrzę zwiastun. I decyduję- chcę lub nie chcę zobaczyć. Tutaj widząc zajawkę pomyślałam sobie, że to trochę taka „Zupa nic” będzie. W sam raz na sobotnie popołudnie. Dodatkowo gdzieś tam w reklamie napisali, że komedia i że Maciek Stuhr. O tak! Po tygodniu pracy takiego relaksu mi potrzeba.
Pamiętacie, jak nasz świat w latach 90-tych zaczął się stawać kolorowy? Jak zaczęły pojawiać się klocki lego, zachodnia muzyka, walkmany, pierwsze porno ukradkiem oglądane przez rodziców na wideo zakupionym w Pewexie. I wypożyczalnie kaset wideo, które otwierali ci przedsiębiorczy ludzie, którzy dorobili się na zachodzie.
I to właśnie wtedy z zachodu do domu wraca ukochany tata, który w Nowym Yorku pracował w radiu. Zarobił, więc nowym członkiem rodziny staje się kolorowy telewizor, mama dostaje przepiękną czerwoną sukienkę, jakiej w naszych sklepach nie uraczysz, a syn nowe Nike, jakich kumple na pewno nie mają.
Czujesz się już jak w domu? Z sentymentem wspominasz: „Też to miałem! Pamiętam!”. Czas trochę zatarł pamięć, więc siedzisz z błądzącym uśmiechem na twarzy i myślisz: „Eh, pięknie było. Tak inaczej!” Tak swojsko z ta rozkładaną meblościanką i chlebem obsmażanym w jajku na śniadanie przy programie „5-10-15”.
I to by było na tyle swojskości i sentymentalności. Naprawdę. Po 30 min. wiesz, że jesteś w innym miejscu niż na początku filmu i że mimo wszystko zwiastun Cię trochę zaprowadził w ślepy zaułek i obiecał coś innego.
Bo po tym, jak już poczułeś się całkiem swojsko w rodzinie i czekasz na kolejne przygody lat 90-tych, dostajesz porządnie w łeb. Idylla trwa tylko chwilę. Tata wraca nie tylko do domu ale i do alkoholu. I gotuje rodzinie piekło, o jakim nie śnili. Mama nie mogąc sama sobie z tym poradzić, przelewa odpowiedzialność na czternastoletniego syna, dla którego z powrotem ojca niestety kończy się dzieciństwo.
Mocny. Bardzo mocny przekaz. Historia opowiedziana z perspektywy dziecka. Ukazująca dramat matki, która nie ma już siły, obojętność sąsiadów, którzy każą wstydzić się w czterech ścianach i wymuszoną przemianę chłopca w mężczyznę, który opiekuje się i matką i ojcem.
Jednym z planów tego całego dramatu jest też szkoła. I bezsilność systemu w stosunku do dzieci, które mają nieprzespane noce przez burdy ojca, brak warunków do nauki i wsparcie znikąd.
Genialna rola Macieja Stuhra, Weroniki Książkiewicz i młodego aktora, który gra syna alkoholika. A wszystko na kanwie wspomnień z dzieciństwa samego reżysera.
Polecam. Nie dla poprawy humoru, ale dla wzmocnienia wrażliwości na drugiego człowieka. Lata 90-te to już okres zamknięty. A problem alkoholizmu i dzieci wychowywanych w rodzinach, gdzie pije rodzic, albo nie daj Bóg oboje rodziców- wciąż żywy. Spójrzmy inaczej na te dzieciaki. Może możemy im jakoś pomóc?
https://www.youtube.com/watch?v=oTf2AtX9rOI
