„Kieszonkowiec” Fuminori Nakamura

On jest tytułowym kieszonkowcem. Okrada tych najbardziej bogatych w Tokio. I tłumaczy nam, dlaczego nie można używać kciuka przy wyjmowaniu portfela z tylnej kieszeni spodni, w którym momencie trzeba go wyjmować, jak ciało dopasować do ciała, żeby okradany nie zauważył.

Pewnego razu widzi w sklepie małego chłopca z mamą, która każe mu kraść. Chłopiec robi to nieumiejętnie nie zdając sobie spawy, że obserwuje go ochroniarz. Kradzież uchodzi mu na sucho tylko dzięki kieszonkowcu. Po tym zdarzeniu chłopiec dziwnym zbiegiem okoliczności pojawia się przy kieszonkowcu coraz częściej i prosi go o wtajemniczenie w sztukę okradania. Z pozoru niechętnie, ale kieszonkowiec pokazuje mu coraz więcej sztuczek i nawet każe ćwiczyć na sobie.

W międzyczasie pojawia się również mamuśka, upatrująca możliwości szybkiego wyciągnięcia szmalu od takiego gościa, który nie wiadomo skąd, ale widać, że ma szmal. Mamuśka reprezentuje najstarszy zawód świata i doskonale wie do czego dąży. Do kieszonkowca natomiast zaczyna wracać przeszłość- ludzie, którzy stanęli na jego drodze, wspomnienia, znaki zapytania.

Gdybym miała określić styl autora to chyba „niepokojący”. Czyli ze 140 stron połowa tak trochę z zatrzymanym oddechem. Bo początek dla mnie trudny. Bo musiałam przyzwyczaić się do bądź co bądź innego stylu, imion, które dla nas są trudne do zapamiętania, do specyficznego przedstawienia Tokio, tak trochę z perspektywy półświatka.

A jednak polecam jako coś innego, co nie wtapia się w tłum książek o podobnym stylu, więc pewnie na dłużej pozostanie w mojej pamięci.

Dodaj komentarz