Na pierwszy plan wysuwa się natychmiast odpowiedź- bo tam tylko seksbomby leciały. Otóż nie. Były też takie całkiem pulchne, bo i w takich gustują szejkowie. A mogli mieć za kasę każdą. A ja ani taka, ani taka, bardziej taka „po środku” więc i tak bym się nie nadała.
Ja nie zostałam dziewczyną z Dubaju również dlatego, bo dzięki Bogu nie trafiłam na nieliczącą się z nikim i niczym osobę, która mnie do tego wciągnie. A one trafiły. Nie miałam też koleżanek, które przyjeżdżały obładowane pieniędzmi po takich wyjazdach i urządzały się wygodnie w Polsce próbując zapomnieć o poniżeniu jakie przeżyły tam. Próbując zapomnieć do końca życia tu. I nie umiem powiedzieć, że nią nie zostałam, bo kręgosłup moralny twardy i nieugięty. Tego nie wiem. Bo w tym wieku kręgosłupy moralne są jeszcze bardzo elastyczne, kiedy pojawiają się odpowiednie ku elastyczności warunki.
Czy te dziewczyny były świadome tego, co je czeka w Dubaju? Niektóre łykały obietnice, że jadą się bawić za 300 dolarów dniówki, z nikim nie muszą uprawiać seksu, no chyba, że im się spodoba. A były też takie, które wiedziały na co się piszą i były gotowe na wszystko. Na wszystko, co mogły sobie wyobrazić przed wyjazdem. Bo orgie i wyuzdanie albo też zachcianki bogaczy związane z piciem moczu czy udawaniem uwielbienia, kiedy oni robią na nie kupę, już raczej nie mieściły się w ich wyobrażeniach o wielkim, bogatym świecie.
Czytałam książkę „Dziewczyny z Dubaju”, więc ogólnie już wiedziałam na co się piszę. Myślałam sobie też, że duet promujący film- Doda i Marysia Sadowska nada kolorytu filmowi- ta pierwsza, wywołując jakiś skandal i podkręcając sceny pikantne, ta druga dbając o to, żeby film wszedł na poziom wyższy niż „365 dni”. I tak się też stało.
A teraz o samym filmie. Jest długi, ponad dwie godziny. Chyba ciut za długi. Niektóre sceny w stylu Hollywood- niepotrzebnie. Ale ogólnie dostałam więcej niż oczekiwałam. Żeby nie było- żaden Mont Everest z tego nie wyszedł, ale film na jesienno-zimowy wieczór i owszem.
Co mi się podobało? Że tam nikt nie ocenia, że to ladacznice, że z natury złe i że tylko szmal im się marzy. Nie. Film pokazuje, że nie ma decyzji bez konsekwencji. Masz wybór i w zależności od tego, co postanowisz, tak będziesz miała potem. Bo świat nie zapomina.
Jeśli zdecydujesz się pójść, to nie narzekaj, że sceny seksu wyuzdane, miejscami obrzydliwe, że jest brutalność i kobiety, które Arabowie stawiają w jednym rzędzie z końmi. Tak po prostu jest i już. I pewnie tyle w tym filmie prawdy, co i ubarwień. A resztę pozostawiam Twojej ocenie.

Po Twojej recenzji chyba sobie odpuszczę. Książki też nie czytałam. Nie moja bajka! 🙂
Ania i ok. Po to właśnie ją napisałam, żeby każdy zadecydował dla siebie:)
Wybieram się dzisiaj, zobaczymy cóż ciekawego będzie na ekranie. Książka-hmmm , dla mnie ciężko się czytało taką formę. To jednak fakty.
Widziałam natomiast wywiad u Kuby z odtwórczynią głównej roli….coś czuję że film będzie prezentował ten sam poziom?
Albo znajdziesz coś dla siebie w tym filmie, albo nie. Życzę Ci, żebyś wyszła/wyszedł z jakąś refleksją i nie uznał tego czasu w kinie za zmarnowany:)