Daj się wkręcić w „Nić widmo”

Są takie filmy, które powinno oglądać się w ciszy, a jeszcze lepiej w samotności. I moim zdaniem „Nić widmo” do takich należy. Ale po kolei.

Artysta- nie nazwę go krawcem, bo jego suknie to dużo więcej niż tylko zwykłe krawiectwo, żyje sobie bardzo ustabilizowanie. Siostra zarządza prawie wszystkimi obszarami jego życia, klientki lgną do niego, bo jest przystojny i tworzy jedyne w swoim rodzaju dzieła, kochanki pojawiają się i kiedy już ma ich dość- odchodzą, a jego wspomnienia wciąż pielęgnują nieżyjącą już matkę. I to wszystko dzieje się tak do czasu.

Bo oto pewnego razu podczas śniadania w jakiejś restauracji poznaje kelnerkę, z którą zapragnie zjeść kolację. A potem śniadanie. I zaprasza ją do swojego życia, a ta burzy wszystko, co było dotychczas. I z czasem, kiedy już mu się względnie „opatrzy”, zaczyna mu to coraz bardziej przeszkadzać. Ma „za dużo ruchu”, a on nie może w spokoju tworzyć. Tak więc kobieta, która zdążyła już pokochać go całą sobą, musi uciec się do innych metod, aby wzbudzać pożądanie, zaciekawienie i miłość.

Napisane może i poetycko, ale to film wymusza takie pisanie o nim. Jest niespieszny, wyczekany tam, gdzie trzeba, a dużo rozgrywa się między wierszami. I w pewnym momencie bardzo namiętny, a nie widać ani kawałka nagiego ciała.

Nie polecam wielbicielom akcji oraz treści „wprost”- zanudzicie się moi mili. A tym, którzy np. oglądali film „Między słowami” i uznali, że warto, polecam. I czuję, że się spodoba.

 

Dodaj komentarz