Andaluzja 2017- Ronda

Czasami wygaszacz komputera automatycznie pokazuje mi skały Rondy. I wtedy zawsze dopadają mnie dwa uczucia: po pierwsze- dlaczego mnie tam nie ma?, po drugie: Boże, jak fajnie, że tam byłam!  

Ronda jest piękna. I żeby ją poczuć trzeba więcej czasu niż my w niej spędziliśmy.

Pod pewnym względem nie bardzo różni się od innych miast- oj działo się tam kulturowo i społecznie i religijnie na przestrzeni dziejów. I Rzymianie i Mauretanie…. I tak głęboko w dosłownym tego słowa znaczeniu haha to Ronda po dziś dzień pozostała. Po jednej stronie dzielnica mauretańska, po drugiej chrześcijańska, a po środku wąwóz El Tajo- głęboki na 100 metrów. Cudowny to podział. Chce się siedzieć i siedzieć i kontemplować ten widok.

Ale na to trzeba mieć czas. A ten nas niestety trochę goni, więc udajemy się jeszcze do słynnej areny byków Plaza de Toros, z równie słynnym bykiem przy którym trzeba sobie zrobić przecież zdjęcie i podążamy do najpiękniejszego mostu w Rondzie- Puente Nuevo- prawdziwej wizytówki miasta. Nowy Most osadzony został na trzech łukach, a historia jego do najfajniejszych nie należy. Bo zrzucano z niego jeńców wojennych. Ginęli roztrzaskując się o skały. A to widoczne okienko w moście- podobno tam przetrzymywali więźniów. Nikt nie uciekł…. Brrr. Na szczęście to już przeszłość. Most można podziwiać z różnych stron, wchodząc na przyległe tarasy widokowe. Mamy czas, żeby sobie chwilę pospacerować, jednak tak całkiem szczerze, to na Rondę powinno się zarezerwować jeden calutki dzionek. Żeby oczy nasycić. 

Dodaj komentarz