Trevor jest weteranem wojennym. Walczył w Afganistanie, przeżył piekło z którego powoli wychodzi próbując tym razem walczyć z wszystkimi urokami tegoż piekła. Niedawno zmarł jego dziadek, który zostawił mu stary dom, wymagający remontu, z równie starą łajbą, ulami i pięknym ogrodem. I to miejsce ma szansę stać się jego docelowym domem. Jest tu obcy, bo w ostatnim czasie u dziadka bywał rzadko, więc próbuje odnaleźć się i w normalnym życiu i w nowym miejscu.
Pewnego dnia poznaje zastępcę lokalnego szeryfa Natalie, która zaciekawiona palącym się w domu starszego zmarłego pana światłem zajeżdża zobaczyć, czy to aby nie rabusie. No i wiadomo, że ona atrakcyjna, on co prawda bez dwóch palców i z sztucznym uchem, ale też niczego sobie, a natura naturą i zaczyna ich do siebie ciągnąć.
Oczywiście nie może być tak, żeby książka na początku miała happy end, więc muszą pojawić się jeszcze inne wątki, które pozwolą im kochać się i nakażą cierpieć.
Gdybym miała klasyfikować książki do grupy weekendowe czytanie, to tam właśnie umieściłabym tą książkę. Czyta się szybko, łatwo i z przyjemnością. Od Sparksa jednak wymaga się przede wszystkim emocji i jeszcze raz emocji. No to przy tej książce sobie nie popłaczecie. Albo ja miałam zbyt bojowe nastawienie, albo trochę mi ich tutaj zabrakło. Mimo wszystko polecam. Bo to ciepła książka, a w zimowych okolicznościach przyrody trzeba raczyć się dobrym ciepłem.
