„Na noże” z rodzinką
Bogaty dziadek, znany pisarz, gromadzi najbliższe mu osoby na wieczornym przyjęciu urodzinowym z okazji swoich 85-tych urodzin. Jest pozornie sielsko- anielsko, dużo uśmiechów i wydawałoby się szczerych życzeń. Ot taka fajna rodzinka bez większych zmartwień. Rano następnego dnia dziadek nie żyje. Opiekunka znajduje go z poderżniętym gardłem. Wygląda na samobójstwo, ale to wcale do rzeczonego dziadka nie pasuje.
Na miejsce przyjeżdża policja. Zaczyna się przesłuchanie. Całkiem z tyłu siedzi sobie facet, który na początku tylko siedzi i słucha, a potem przejmuje sprawę w swoje ręce- prywatny detektyw. Jest upierdliwy- taki trochę Colombo- tylko elegancki bardzo. Na jaw wychodzą rodzinne gierki, nienawiści i głęboko skrywane tajemnice. Zamknięci w domu uczestnicy imprezy urodzinowej poddani zostają różnym niekonwencjonalnym metodom śledczym, a podejrzani są wszyscy, bo każdy okazuje się jakiś tam zatarg z nieboszczykiem jednak miał. I każdy musi tuszować swoje osobiste tajemnice, aby przy okazji nie wyszły na światło dzienne.
Świetny, świetny, świetny. Taka Agatha Christie na dopalaczach. Zupełnie inaczej zrobiony kryminał- taki niby według starego wzoru, a jednak po nowoczesnemu. Świetna gra aktorska. Ja miałam dobrą zabawę (przy kryminale!) i nie żałuję świątecznego wieczoru z takim filmem. I Wam polecam.

Ty mi go poleciłaś i też bardzo mi się podobał