Dwie ONE, dwójka DZIECI i jeden ON. Niby układ jakich wiele. A jednak nie. Polscy mormoni? Tak w tym duchu już od zarania kobiety wychowywane. Więc nie. Polski bigamista? To już bardziej.
Jedna jest rewelacyjną panią domu i z lubością pierze, gotuje, sprząta. Byleby tylko nie było intymnie za bardzo. Druga- wolny duch- pracuje w korporacji i jest totalnym przeciwieństwem tej pierwszej. I byleby było intymnie. Uzupełniają się tworząc idealną całość.
Ich dzieci zrodzone z jednego ojca wychowują się razem. I do pewnego czasu całkowitą normą jest, że mają dwie mamy- każdą od czegoś innego.
Ojciec nauczyciel angielskiego szanuje obie, kocha tak samo mocno, zajmuje się dziećmi i jest szczęśliwy. Dzieci i obie jego kobiety również.
Do czasu, kiedy na jaw wychodzi ten model rodziny, a do głosu dochodzą wszyscy ci, którzy uwielbiają pchać się innym do łóżka, nienawidzą inności i powołują się na najczęściej niefunkcjonującą w ich domach wielką moralność.
Zaczęłam dzisiaj, skończyłam dzisiaj. Nie było wielkich, planowanych przygotowań świątecznych… Niech to będzie najlepszą rekomendacją dla tej książki.
