Zadzieram kiecę i lecę do Lecce, Apulia A.D.2021, cz.III

Tego nie było w naszych planach, ale te trzeba przecież dostosowywać do okoliczności. A okoliczności były takie, że miałyśmy jechać w niedzielę do Matery. W końcu w „Pasji” Mel Gibson stwierdził, że Matera jest bardziej jerozolimska niż sama Jerozolima. Już to powiedzenie robi im reklamę. Niestety skończył się letni, turystyczny rozkład przejazdów, Matera to już nie Apulia tylko Bazylikata, w związku z tym może i byśmy tam jakoś dojechały transportem publicznym- te 60 parę kilometrów przez 4-5 godzin, ale tego samego dnia raczej już nie wróciłybyśmy. Mimo, że odległość niewielka, to w niedzielę wiele autobusów nie funkcjonuje wcale. Była oczywiście opcja wynajęcia samochodu, ale jak trzeba wybrać między winem a prowadzeniem, to nawet nie trzeba się zbytnio zastanawiać.

I tak wpadłyśmy na pomysł, aby pojechać na sam samiusieńki koniec włoskiego obcasa i zwiedzić Półwysep Salentyński. Trzeba tylko dostać się do Lecce, a stamtąd organizować się dalej, żeby nie skończyć tylko w tym miasteczku, bo przecież dzień długi, a do zobaczenia wiele. Tak też uczyniłyśmy. Raniutko więc wybieramy się pociągiem w dwugodzinną podróż. Można jeszcze przymknąć oko…

Lecce wita nas nie bielą, jak było to w innych miasteczkach, ale beżami, barokowymi budowlami i ruinami Amfiteatru Romano w centrum miasta. Dwa tysiące lat to wszystko budowali i gromadzili, więc musi robić wrażenie. Mnóstwo kościołów, kapliczek, przepięknych placków, zamek niejakiego Karola V z fontanną zakochanych, bramy miejskie- no można nasycić oczy. I podniebienie, bo kawa nieziemska, a do tego obowiązkowe rustico w rosticcerii. To takie pieczywko z podwójnej warstwy ciasta francuskiego, wypełnione nadzieniem z mozzarelli, pomidorów i sosu beszamelowego. A potem zapieczone. Pyszne, sycące i tanie, a że podróże rozwijają, więc wprowadzam do menu domowego.

Ale ja tu już na etapie jedzenia, a my jeszcze na etapie poszukiwania możliwości, żeby dostać się na klify, żeby zobaczyć coś więcej niż tylko to piękne miasteczko. Niestety październik oznacza, że nie ma już sezonu turystycznego, a tym samym nie ma już połączeń. Zdesperowane lekko docieramy do biura turystycznego i pytamy o jakiekolwiek przejazdy na południe. Są prawie żadne. Ale pani w pewnym momencie mówi nam, że chyba da radę załatwić nam kierowcę, który nas obwiezie po półwyspie.

Dogadujemy warunki i miejsca, które chcemy zobaczyć, i już za godzinę pojawia się pani nie mówiąca ani słowa w języku innym niż włoski, która zaprasza nas do swojego busika. Jedziemy na klify i jedziemy na kolejne klify. Grotta del Poesia, Torre dell’ orso- bliźniacze skały. Właśnie o te klimaty i o te widoki  chodziło mi najbardziej. CUDOWNIE!

I tak dojeżdżamy do miejscowości Otrando- takiej bardzo nadmorskiej niestety z fast foodem i chińszczyzną, ale budynkowo bardzo urokliwym. Zamek niejakiego Alfonsa Aragońskiego i mury obronne, dzięki którym niektórzy nazywają to miejsce małym Dubrownikiem. Plaża, kutry, jachty, latarnia morska. I dobre włoskie przysmaki. To ten czas na gapienie się i kosztowanie. 

Po cztero- i półgodzinnej wyprawie wracamy do Lecce. Uhahane (zupełnie nie wiem jak to się pisze….), szczęśliwe, że oto udało nam się poznać kolejny, niezły kawałek Italii.

Zakończę standardowo: ehhh to był piękny dzień!

Ten post ma 5 komentarzy

  1. Anonim

    Czuję te klimaty, smaki, zapachy, morska bryzę, ciepłe promienie słoneczne (fajnie mają z takim październikiem!). Oj, dziewczyny, ale miałyście piękny pomysł na przedłużenie lata…

    1. Magda i Tomek

      Oj polecam takie przedłużanie sobie lata. Jak słońce dłużej poświeci na głowę, to i myśli pozytywnych przybędzie haha

  2. Ewelina

    Ehhhh to był piękny dzień. Osobiście jestem zauroczona miejscowością Lecce☺warto tam zajrzeć. Błądzić między uliczkami i odkrywać skarby miasta. Do tego kawa…. mmmmm?
    Wycieczka na klify okazała się rewelacyjna, szkoda tylko że tak szybko zleciał nam ten dzień. Słońce, piękne widoki…tylko się rozkoszować ☺ i zatracać.
    Dodam, że to był naprawdę udany dzień w zakresie naszego transportu ?

Skomentuj Magda i Tomek Anuluj pisanie odpowiedzi