Wrocław 2021- dzień I

Kto nie zna Wrocławia? Obowiązkowy punkt wszystkich wycieczek szkolnych przecież. No my na przykład nie znamy. Z Wrocławia pamiętamy tylko ZOO i Afrykarium. I jeszcze rynek ze słynnym złotym zegarem. To jednak trochę za mało, żeby stwierdzić: „Znam”.

No to już mamy jeden powód, żeby jechać do stolicy Dolnego Śląska. A drugi to: WOLNOŚĆ !!! Kojarzy nam się ze słońcem. Pierwszy weekend po wielu takich zimnych w zaciszu domowym, kiedy możemy w końcu zobaczyć kolor słońca i poczuć jego ciepło. Kiedy otwierają się obiekty noclegowe uśpione pandemią i wiemy, że co prawda jeszcze nie przy stoliku, ale coś tam zjemy na mieście. Co prawda ciągle jeszcze częściowo z maseczkami, ale widać już znaczne rozluźnienie.

Wyruszamy w czwórkę- w tym dwójka naszych najukochańszych nastolatków. Mamy trzy dni tylko dla siebie- taki przedłużony weekend sobie robimy. A co chcemy? Poznać Wrocław, a na powrocie poczuć górskie klimaty.

Dzień I- start!

No to zaczniemy bardzo klasycznie- STARE MIASTO.  I od razu bardzo konkretnie- MOSTEK POKUTNIC w Katedrze Marii Magdaleny. Bo żeby przejść do szczegółów miasta, chcemy mieć ogląd z góry na całość. A to jeden z najciekawszych punktów widokowych we Wrocławiu.

MOSTEK POKUTNIC to nic innego jak kładka łącząca dwie wieże kościoła. No trzeba trochę podejść po schodkach (245), bo mostek nie bez kozery umieszczono na wysokości 45 m. Przez ten mostek musiały bowiem przechodzić kobiety- leniwe niewiasty, które zamiast zajmować się dziećmi i domem wolały zabawy z innymi mężczyznami. Widok zacny i fajnie właśnie w tym miejscu zacząć poznawanie Wrocławia.

Kolejny punkt na naszej mapie to STARY RYNEK ze słynnym zegarem, fontanną i domem z domalowanym oknem. I niezliczoną, a w zasadzie zliczoną ilością KRASNALI, bo podobno w całym Wrocławiu jest ich około 300. Można zwiedzić całe miasto szukając tych małych urokliwych skubańców. W informacji turystycznej są specjalne mapki. A po znalezieniu kolejnego krasnala wspólnie odhaczamy jegomościa.

Na rynku warto zatrzymać się przy budynkach nazwanych JAŚ I MAŁGOSIA. Razem rodzeństwo ma 1000 lat. Wyglądają jak trochę zagubione w lesie wielu innych kamiennic, trzymają się za ręce poprzez łączącą je bramę. Nie będę przytaczała smutnych historii tego miejsca, ale uwierzcie, że płyty chodnikowe za bramą dużo ich skrywają.  

Całkiem blisko Starego Rynku jest taka mała, maleńka uliczka- STARE JATKI. Kiedyś, jeszcze w średniowieczu, stały tam kramy rzeźników. A dzisiaj postawiono Pomnik ku Czci Zwierząt Rzeźnych, czyli rzeźby zwierząt odlanych z brązu: gęsi, kaczki, świnki, kozy, koguta. Jest też cielę i królik. A po drugiej stronie mieszczą się małe galerie artystyczne i sklepiki. Atrakcja szczególna oczywiście dla dzieci.

Idziemy sobie dalej. Ku Odrze. Nie mogąc oderwać wzroku od budynków w DZIELNICY UNIWERSYTECKIEJ. Ahh gdyby móc tak wrócić do czasów studenckich…. Ale nie o tym chciałam pisać. Bo Wrocław to czwarte miasto po Wenecji, Amsterdamie i Sankt Petersburgu jeżeli chodzi o ilość kanałów i MOSTÓW. Wierzyć się nie chce… Miasto ma 100 mostów (a było ich swego czasu jeszcze więcej) i 20 WYSP. I jakie to wszystko urokliwe….. Na styku mamy młodość, zabawę, religię i biznes.

My odwiedzamy najpierw Tamkę, a potem idziemy na Wyspę Słodową, Młyńską, Piasek i Daliową. Tam też zapoznajemy się bliżej z instalacją wykonaną za niebagatelną sumę 1,3 mln PLN. I stwierdzamy, że chyba nie do końca rozumiemy sztukę.

WYSPA SŁODOWA przepełniona jest ludźmi. Bo jest urokliwie to jedno, dużo zieleni i nad wodą. Bo tutaj można spożywać własny alkohol. To drugie. Gromadzą się i korzystają ludziska z tej wolności i braku zakazu😊

Te wszystkie miejsca, które widzieliśmy do tej pory, przepełnione są ludźmi. A my poszukujemy zupełnie innego klimatu. Szukamy ul. Roosevelta. Pewnie nie będzie tłoczno, ale właśnie tam znajduje się KOLOROWE PODWÓRKO. Trzeba tylko przejść przez pomalowany tunel- bramę i już jesteśmy. Swego czasu było to takie miejsce, jak wiele innych- szare i niezbyt atrakcyjne. I pojawił się artysta, który wraz z kilkoma innymi zachęcił mieszkańców szarych domów do tego, aby je pomalować. I zadział się kolorowy cud. Mieszkańcy zaczęli nawet malować sami siebie. Powstały obrazy, instalacje przestrzenne i ceramika, która nadawała kolorytu malunkom na ścianach.

I mamy to szczęście, że właśnie w tym miejscu poznajemy jednego z artystów, który wiele zrobił dla podwórka, a jego specjalnością stała się ceramika. Pan ten opowiedział nam dużo na temat tego, jak ta historia się zaczęła, zaprosił do pracowni i zachęcił do odwiedzenia jeszcze innego podwórka, gdzie powstają obrazy inspirowane największymi malarzami.

Cudowne spotkanie z cudownym człowiekiem. Zresztą mamy wrażenie, że kolorowe podwórka stają się również jedną z wizytówek Wrocławia. Bo na murale napotykamy jeszcze nie raz podczas naszego pobytu. Ale mimo wszystko ciągle jeszcze jest tak, że w wielu miejscach dominuje smutna szarość.

Tak się składa, że nasze kroki w bardzo dobrym czasie kierujemy na OSTRÓW TUMSKI– najstarszą dzielnicę Wrocławia. Przechodzimy Mostem Tumskim, który pozbawiony został już kłódek. Podobno dociążyły go niesamowicie, bo razem z cztery tony tego wyszło. Najcięższa kłódka miłości ważyła 3,5 kg.

Napisałam, że w dobrym czasie. Czy czas ma tutaj znaczenie? No ma. Bo Ostrów Tumski latarniami gazowymi stoi. Takimi starymi, które trzeba zapalić. I jest taki pan zwany nie przypadkowo latarnikiem, który te latarnie codziennie o zmroku zapala. Ma co robić, bo jest ich razem 102. No i na pewno nie czuje się samotny w swojej pracy, bo towarzyszy mu tłumek turystów, którzy razem z nim przechodzą od jednej do drugiej. Urokliwe to bardzo, jak cała ta dzielnica Wrocławia. Z dostojną katedrą i innymi budynkami, które należą do kościoła. Taki niezwykły spokój i urok przeżywamy w tym miejscu.

I tak już całkiem spłycając temat bardzo dochodzimy do wniosku, że najważniejsze na koniec dnia to jednak znaleźć punkt G i jeszcze otrzymać za to gratulacje haha.

To było pięknie przywitanie z Wrocławiem. A przed nami jeszcze cały, calusieńki dzień😊 Zwiedzajcie rodzinnie! Tyle śmiechu, rozmów i odkryć nie przeżyjecie w domu przenigdy!

Ten post ma 7 komentarzy

  1. Ewelina

    Ehhh Wrocław, pięknym miastem jest?nocą również ale bez dzieci?jeszcze.
    Zimowy Rynek z jarmarkiem bożonarodzeniowym wprowadza nas w świetną atmosferę, polecam podróż jeszcze w tym czasie.
    Codowna wycieczka, piękne zdjęcia i dużo uśmiechu widzę. Pozdrawiamy z gorących nadbałtyckich plaż ???

    1. Magda i Tomek

      A byliśmy chwilę na jarmarku. Ale tłumy, tłumy, tłumy. I niewiele widać było 🙁 Buziaki od nas!

  2. Ania

    Ale mnie zachęciłaś do odkrycia Wrocławia na nowo, bo z wycieczek to pamiętam tylko „Panoramę Racławicką”. Tak to wszystko plastycznie opisałaś, że włącza mi się „szwędacz”

    1. Magda i Tomek

      Ania, a ja wogóle nie wspomniałam o Panoramie Racławickiej! Chciałam z dziećmi zobaczyć, ale zamknięta. Pamiętam z dzieciństwa, a w zasadzie nie bardzo pamiętam. Do nadrobienia na pewno. Planuj więc szwendanie i w drogę haha

  3. Mirka

    Magdo, piękny ten Wrocław w Waszym wydaniu! Z przyjemnością przeczytałam Twoją, jak zawsze, ciekawą relację ?Nie pozostało nam nic innego,tylko w drogę ?

Skomentuj Ewelina Anuluj pisanie odpowiedzi