Włochy Północne 2022, dzień III Bellagio

No i dochodzimy do tego miejsca, kiedy w końcu spełni się to moje marzenie. Marzenie, które wywołało podróż w to miejsce. Pierwsze zdanie, jakie przyszło mi na myśl po zobaczeniu jeziora Como to, że marzeń nie wolno odkładać na później. Odkładać to trzeba na ich sobie spełnianie. „Zauroczenie”– to chyba też odpowiednie słowo do naszego stanu. Ale ok. to może po kolei.

Opuszczamy Bergamo rankiem po to, aby dostać się pociągiem do Lecco. A Lecco to już brama wjazdowa do Como. Bo tak sobie to wszystko wymyśliłyśmy, że zanocujemy w najpiękniejszej miejscowości nad Como- w Bellagio. Bellagio leży sobie dokładnie pośrodku obu odnóg jeziora. Leży przepięknie. Problem tylko taki, że trzeba się naszukać noclegów, żeby były w przyzwoitej cenie. Bo Bellagio jest podobno najpiękniejsze, ale też najdroższe. Tak informacyjnie- jak ma być tam tanio, skoro wille swoje nad Como mają tacy faceci jak George Clooney, Brad Pitt, czy Sylvester Stallone. Na dokładkę Madonna, która co prawda facetem nie jest, ale stać ją.  Filmy tu kręcą, chociażby Jamesa Bonda czy Gwiezdne Wojny. Wiadomość dobra jest taka: Da się! Ludzie da się! I to jak przyzwoicie!

Aby dostać się więc do naszego miasteczka możemy jechać wzdłuż wybrzeża autobusem. Nie, to nie ta najlepsza wersja na przywitanie z jeziorem. Albo możemy przepłynąć promem- rejs 1,5 h. I to już jest zdecydowanie to! Na przystani promowej sceny dantejskie. Tłum ludzi, totalny brak organizacji, pani w okienku, która nic przez nie słyszy, kolejka po bilety mieszająca się z tymi, którzy już je posiadają. Okienko otwierane na 20 min. przed wypłynięciem promu. Już wiadomo, że nie wszyscy zdążą kupić bilety. Wszyscy nieźle poddenerwowani.

Ostatecznie i tak wchodzą wszyscy- i ci z biletami i ci bez. Bo przecież można bilety kupić na promie. I luz. Każdemu polecam taką wersję przejazdu do miejsca docelowego. Widoki powalające. Kolorowe domeczki, duże zadbane wille, góry, pagórki, piękne słońce, wiatr we włosach. Chyba o łapanie takich momentów w życiu chodzi.

Na promie odzywa się właściciel naszego mieszkanka. Oferuje, że przyjedzie po nasze bagaże, żebyśmy mogły spokojnie przespacerować się do naszych apartamentów. Jakie to miłe. I w tej gorączce odciążające. I faktycznie przy przystani czeka na nas no fajny- nie będę ściemniała- Włoch witający nas z uśmiechem słowami: „Buon giorno a Bellagio”😊 I już jest miło. Dojście do naszych apartamentów to spacer przez miasteczko. I jakoś tak człowiek głębiej oddycha widząc to, co widzi i niedowierzając, że to widzi.

Jakie jest Bellagio? Eleganckie, stylowe, butikowe, zielone, ukwiecone. Zieleń zadbana i na bulwarach i w donicach. Piękna jest i promenada przy jeziorze i wąskie uliczki, w których warto się zagubić. Takie miejscowości odwiedza się przede wszystkim dla widoków. Plaż tu mało, jeśli już to kamieniste. I właśnie w takich miejscach budowano i buduje się wille. Dwie z nich udostępnione do zwiedzania za odpłatnością kuszą przede wszystkich przepięknymi ogrodami. My jednak sobie wille zostawiamy na jutro. A dzisiaj- uczta dla oczu i podniebienia. Spacery, śmiech i gapienie się na to cudo.

Szczęśliwi jesteśmy na tyle, na ile sobie pozwalamy. Nasza granica właśnie została znacznie przesunięta haha. Oj pozwalamy sobie, pozwalamy😊 Pozwalamy sobie w tych okolicznościach przyrody na bezczelne bycie beztroskimi, radosnymi i szczęśliwymi. Ot i sens całego wyjazdu!!! 

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Ania

    Oj, Madziu, znowu czarowny tekst o spełnianiu marzeń i czerpaniu radości garściami. Dolce vita. Po prostu. 🙂

    1. Magda i Tomek

      Dolce vita i jeszcze na dodatek dolce far niente! Piękne jest spełnianie sobie marzeń. Piękne jest odkrywanie takich zakątków. I piękne jest to, że podróż zaczyna się dużo, dużo wcześniej wielkim oczekiwaniem i kończy długo, długo później, bo siedzi sobie jeszcze w nas przez jakiś czas i stanowczo nastroje poprawia. Zresztą- komu ja to piszę haha

Skomentuj Magda i Tomek Anuluj pisanie odpowiedzi