„Wąż”- podstępny, zabija i cholernie trudno go złapać.
Nie na darmo dali mu ksywkę „Wąż”. Postać z krwi i kości, żyjąca nadal w dodatku. Francuz przystojny i budzący zaufanie. W latach 70-tych mordował młodych ludzi- turystów przyjeżdżających do krajów azjatyckich.
A kiedy już obdarzyli go zaufaniem, ściągał ich do swojego domu- bardzo otwartego dla przyjaciół. I albo zabijał natychmiast zabierając im wszystko, albo ewentualnie wykazywał się litością i miłosierdziem czyniąc z nich swoich niewolników. Podejrzewa się, że zabił co najmniej 12 osób.
Jak nie patrzeć psychopata. Seryjny morderca. Nie działał sam. Wspierała go żona- nie- żona oraz brat- nie- brat. Trafili na dobry klimat do takich działań. Skorumpowana policja w Bangkoku. Ambasadorzy w swoich wypasionych ambasadach niezainteresowani niczym innym poza lansowaniem się na salonach. I mnóstwo dzieci- kwiatów- młodych ludzi ufających wszystkim, nastawionych pokojowo do świata i nowych doznań, którzy do Azji przyjeżdżają po to, żeby się dobrze bawić w towarzystwie nowych znajomych podobnie podchodzących do życia, popalając trawkę i zapijając sowicie alkoholem.
No i wsiąkliśmy totalnie w ten serial. Jest duszno i miejscami nieprzyjemnie brudno, bo to przede wszystkim Bangkok. Jest tłok, korki i ubóstwo. A z drugiej strony jest muzyka lat 70- tych, kwiaty i kolory. I na to wszystko nakładamy napięcie, czasami wręcz grozę i nieprzewidywalność głównego bohatera.
Wszystko odbieramy w tym serialu ze zdwojoną mocą, bo to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Aktorzy dobrani rewelacyjnie. Każdy z nich stworzył tak przekonującą postać, że nie wątpimy.
I tylko czasami zadajemy sobie pytanie- dlaczego oni tak robią? A przecież to lata dzieci- kwiatów i totalnej ufności do świata. Inny wiek i inni ludzie. Do tego też bez internetu i bez informacji przekazywanych natychmiast. To na pewno wiele tłumaczy.
Polecamy bardzo póki jeszcze pogoda serialowa. Zarezerwujcie dużo, oj dużo czasu.
Ania dziękujemy za polecenie:)

Pingback: Filmowo- serialowe podsumowanie roku 2021, czyli czego oczy nie zapomną, a serducho szybciej zabije – Przyokazji