Sycylia 2022, dzień V- EUREKA Syrakuzy!

Pamiętacie historię gościa, który po swoim wielkim odkryciu wyleciał z wanny nago i biegnąc po ulicach krzyczał: „EUREKA”? Kto tego nie wie, kto nie pamięta… A wiecie, że latał jak wariat właśnie w Syrakuzy? I to on wita wszystkich na przecięciu dwóch części miasta- tej od której wszystko się zaczęło, wyspy na wyspie czyli Ortygii i tej lądowej, już nie tak obarczonej historiami przeszłości. Syrakuzy to piękne miasteczko na cały dzień. Bo jest na co popatrzyć i jest gdzie posiedzieć. 

My do Syrakuzy wybieramy się autobusem lokalnym za 10 EUR w obie strony. Jedziemy 1,5 h. A potem i od razu już jest fajnie. Bo idziemy przez most łączący obie części miasta prosto do jego zalążka- Ortygii.

Wsiąkasz człowieku od razu. Klimat jest. Oj bardzo. Trafiasz najpierw na Piazza Archimede- taki ładny XIX- wieczny placyk po środku którego stoi patronka Ortygii z czasów greckich- Artemida. Bogini łowów z łukiem i psem myśliwskim u nogi. A potem trafiasz na śliczną, białą, marmurową Piazza Duomo. Wszystko tu jest białe. Z ziemi dostrzegasz tylko namiastkę cudowności katedry. W jej wnętrzu, w bocznej kaplicy relikwiarz Świętej Łucji Syrakuzańskiej. W środku jej żebro i lewe ramię. A ja ciągle nie mogę pojąć, dlaczego oni tak te święte po śmierci ćwiartowali. Każdy chciał mieć kawałek, a potem w dodatku sobie nawzajem wykradali. Historia młodziutkiej Łucji, jak wiele innych tragiczna. Wydłubała sobie sama oczy, bo do domu rozkoszy nie chciała iść. A skończyła ze sztyletem wbitym w szyję. Łucję możecie spotkać wszędzie. Pochody ku jej czci robią. Kolejna przyczyna, żebyś się dobrze bawić.

Wędrujemy sobie dalej. Z okien wystawowych spoglądają na nas marionetki rycerzy. Niektóre badziewne lekko, niektóre perfekcyjne. To tutaj teatry kukiełkowe przedstawiają „Pieśń o Ralandzie” poruszając każdą nawet najmniejsza częścią rycerza. Przedstawienia tak dla dzieciaków jak i dla dorosłych.  

Przechodzimy do sadzawki Aretuzy z papirusem i kaczkami- jedynej naturalnie rosnącej kępy papirusów w Europie. Sadzawka podobno wzbudza w ludziach natchnienie do pisania, więc już wiem, skąd te moje słowotoki haha. Stąd już cudowny widok na morze i obowiązkowy spacer wzdłuż molo, które początek ma koło tych papirusów, a kończy się na zamku. Tam się dopiero można zapomnieć. I to zapomnieć przy uwaga! małej czarnej iście włoskiej po 1,5 eur. Przecież w takim miejscu kawa u nas kosztowałaby trzy razy tyle… To my tak sobie przy przekąskach, kawce i winku trochę zastygliśmy na kilka ładnych chwil. I wiem doskonale, że zapamiętamy już ten moment na zawsze. Słodkie sycylijskie lenistwo. Dolce far niente.

Po dłuższej bardzo chwili kierujemy się do drugiej części miasta, na tak zwany ląd na wyspie. Najważniejsze miejsce na lądzie to park botaniczny i archeologiczny w jednym z teatrem greckim, który przy tym w Taorminie nie robi już takiego wrażenia. Ale możemy też przejść wśród kamieniołomów, ogrodu dendrologicznego i zobaczyć takiego fikusa, który w ciągu wieków z pewnością niejedno widział. Ścieżki w tym parku utrzymane w iście włoski sposób. Hm jest bardzo swojsko. Co trzeba tam jeszcze zobaczyć? Jest na tym terenie taka szczelina  skalna zwana Uchem Dionizjusza, wysoka na dwa piętra, wewnątrz której trzeba stanąć, bo przetwarza dźwięk z ogromną mocą. Więc stoimy i krzyczymy sobie.

A trochę powyżej Teatro Greco szykuje się na jakieś występy, porozkładane wszystko do budowy sceny. Szkoda, bo przeszkadzają te rusztowania w odbiorze. Ale jak sobie człowiek uświadomi, że w skałach wokół teatru przetrzymywali swego czasu 7 tys. jeńców i głodzili ich tam w tym dziurach, no to można sobie wyobraźnię nieźle poruszyć.

Oprócz teatru greckiego jest jeszcze i rzymski- trzeci co do wielkości na świecie. Siedzenia pozostały w jakiejś części, inne części teatru również zachowane. To taki piękny spacer do starożytności.

 

Po wyjściu z teatru trafiamy do Sanktuarium Matki Boskiej Płaczącej. W 1953 roku zaczęła płakać krwawymi łzami. Dziś już nie płacze, ale cuda nadal się tutaj zdarzają. A sam kościół dla uczczenia historii miał przypominać opadającą kroplę łzy . Przypomina raczej lotkę, czy rożek do lodów pozostawiony na ziemii.

 

Dzień się już chyli ku końcowi, a my wracamy autobusem do Katanii na ostatnią kolację. Jemy z lokalsami. Bez zbędnych turystów. Jest dobrze i smacznie i po włosku głośno. 

Wszystko kiedyś się kończy. Nasz krótki urlop też. Ci vediamo Italia! Wrócę, bo nie umiem inaczej! Dziękuję, że byliście ze mną do końca sycylijskiej opowieści😊 Może ktoś z Was nabierze ochoty na taką wyprawę? A przede wszystkim dziękuję moim cudownym towarzyszom podróży. To był piękny czas z Wami:) Cały nastrój tej wyprawy niechaj zawrze się w poniższym filmiku i pozostanie z nami już na zawsze: https://youtu.be/o5Tbrspll4Y

Ściskam 🙂 Magda

Ten post ma jeden komentarz

  1. Ewelina

    Dziękujemy bardzo bardzo, myślę że mogę tak napisać w imieniu nas wszystkich ?byk to wspaniały i ciepły czas.
    Prosimy o więcej ?

Skomentuj Ewelina Anuluj pisanie odpowiedzi