Wielce pocieszna książka. Albo na wakacje, albo na chandrę.
Co się może zadziać, kiedy stulatek w dniu swoich setnych urodzin wyskakuje przez okno i postanawia uciec z domu spokojnej starości. Nie ma ochoty na żadnego rodzaju fety, na gości, a przede wszystkim ma dość traktowania siebie jako niedołężnego, pozbawionego własnej woli staruszka.
I wciela swój plan w życie. Bez konkretnych pomysłów, bez głębszego zastanawiania się, co dalej, gdzie pójść, co robić…zwyczajnie zwiewa. Od razu wplątuje się w wir zdarzeń całkowicie szalonych. Poznaje ludzi, z którymi jest odtąd związany następującymi po sobie incydentami, wynikającymi jeden z drugiego.
Dużo tu absurdu, groteski, czarnego humoru, ironii. Na gorszy dzień, bo na pewno wywoła uśmiech na twarzy.
