„Rdza” Jakub Małecki

Szymek traci w wypadku rodziców. Jest jeszcze mały- ma chyba z siedem lat. Trafia do babci, która z natury rzeczy powinna mu zastąpić mamę i tatę. Ciężko jej. Ciężko jemu. Mimo, że starają się każde na swój sposób.  I każde z nich na swój sposób wątpi. Ale cóż- przez jakiś czas będą skazani na siebie.

Babcia żyje w małej społeczności. Na wsi, która dużo przeżyła. Jej mieszkańcy są też dziwnie tą przeszłością obciążeni. Dziwnie, bo strasznie smutnie. Poznajemy ich i w czasie teraźniejszym i uwikłanych w dawne wydarzenia. I chciałoby się tak od razu ich wepchnąć w jakiś schemat, zaszufladkować, stwierdzić, że ten to dziwny, a ta sama nie wie czego chce. Ale to właśnie ich historia daje nam prztyczka w nos i każe się wstydzić za takie płytkie ocenianie. Bo przecież nic nie dzieje się bez przyczyny.

Piękna książka, napisana pięknym językiem, za który bardzo cenię pana Małeckiego. Nie poprawi humoru. Bo wiele w niej smutku. Nie da jakiegoś niezwykłego przyspieszenia, bo jest raczej powolna. Ale pięknie podkreśla, że czas nieodwracalnie płynie. Taka niezwykle codzienna. Wiele w niej ładnych opisów zdarzeń i wiele graniczących nawet z nudą, bo takie jest nasze życie- nie zawsze są fajerwerki.

I choćby dla tego nie będzie to książka dla wszystkich. Dla tych lubiących pokoleniowe historie, dla tych lubiących powroty do czasów wojennych i ludzkie dramaty, których wymiar nie zmieniają wielki. Dla tych, którzy nie muszą mieć szybkości i co dwie kartki zwrotów akcji.

Perełka językowa- oczywiście. Z wieloma zdaniami do głębszej refleksji. Przytoczę to chyba najbardziej znane: „Bo co to jest za wielka sztuka chodzić po ciemku, jak się ciemności nie boisz? Sztuką jest chodzić po ciemku, jak się od tego cały człowiek trzęsie. To jest wielkie szczęście bać się. Tylko wtedy można pokazać, że jest się odważnym”. Polecam.

Ocena:
7.5/10

Dodaj komentarz