Paryż 2019- nowocześnie

Ostatni dzień naszej paryskiej przygody. Nie powiem, że o świcie, ale w miarę wyspani jedziemy bezobsługowym metrem, które cały czas jeszcze wzbudza emocje, do dzielnicy La Défense. To taki zupełnie inny Paryż, porównywalny z nowojorskim Manhattanem. Największe skupisko wieżowców w Europie, siedziby największych francuskich koncernów. Miejsce pracy 150 tyś. osób.
 
Dla turysty ciekawe doświadczenie, jak można zorganizować przestrzeń biznesową, upiększyć ją zielenią, miejscami wypoczynku i sztuką. Barwnie, kolorowo, kosmopolitycznie.
 
Dookoła wysokie i różnorodne wieżowce, a na samym końcu najciekawszy – Grande Arche, czyli Wielki Łuk. Powstał w wyniku konkursu ogłoszonego przez prezydenta Mitterranda na nowoczesną wersję Łuku Triumfalnego. Tym samym historyczna oś miasta, na której znajdują się Luwr- Pola Elizejskie- Łuk Triumfalny została doskonale zamknięta właśnie przez tą osobliwą budowlę.
 
Nasyceni nowoczesnością jedziemy pod Wieżę Eiffla. W planach mamy dłuuugi piknik. Pola Marsowe przepełnione ludźmi, którzy właśnie w tym miejscu postanowili spędzić swój wolny czas. Mieszanka kulturowa. Każdy próbuje zrobić takie samo niepowtarzalne ujęcie wieży i siebie chwytającego tą wieżę. Koreańczycy śpiewają hymn i rejestrują to telefonem, ktoś puszcza hiszpańską muzykę, laski obok właśnie skończyły butelkę wina i są średnio zorientowane, rodzice grają z dziećmi w piłkę, mama karmi piersią dziecko, młodzi przyszli na pierwszą randkę. Cudnie. Można tak leżeć i po prostu tylko obserwować ludzi dookoła. Zapomniałam dodać, że napoje i miniaturki wieży Eiffla dostarczają niezawodni Senegalczycy, którzy jakimś cudem sprzedają i trunki i gadżety za bezcen i porozumiewają się w każdym języku świata.
 
Rozleniwieni przemieszczamy się przez Sekwanę. Przed nami Plac Warszawski z Ogrodem Trocadero i Pałacem Chaillot. Fontanny, mnóstwo turystów, muzyka i warsztaty kizumby. I ten widok na żelazną Damę.
 
Ehh jakie to życie potrafi być piękne!!!
 
Bo ze zwiedzaniem to jest tak- jeśli musisz zrób sobie listę, co musisz koniecznie zobaczyć, bo sobie nie wybaczysz. A potem skreśl z tego połowę i naucz się sobie wybaczać. Żeby zwiedzać trzeba chłonąć, a nie zaliczać. Powąchać, posmakować i pogapić się po prostu. Ja przynajmniej tak mam. Nie udało nam się zobaczyć wszystkiego, ale pikniki pod Wieżą, czy kolacje w Dzielnicy Łacińskiej na zawsze pozostaną w naszych głowach.
 
Czy warto z dziećmi?
 
Największą nagrodą dla mnie był moment, kiedy po przyjeździe dzieci włączyły jakiś teleturniej. Pierwsze pytanie było: Z jakiego punktu widokowego widoczne są Pola Marsowe: z Big Bena, Krzywej Wieży w Pizzie, Wieży Eiffla czy Wieży Telewizyjnej w Berlinie? Dzieci od razu krzyknęły: Wieża Eiffla! I jak wielkie było ich rozczarowanie, kiedy uczestnicy rozdzielili swoje głosy na trzy pozostałe odpowiedzi, a nikt nie postawił na poprawną. Bardzo warto!!!

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Ania

    Powiało Paryżem, zapachniała Sekwana. Oj zrobiłabym sobie piknik na Polach Marsowych z widokiem na Wieżę

Skomentuj Magda i Tomek Anuluj pisanie odpowiedzi