„Ona/her” wirtualny romans na miarę (już prawie) naszych czasów.
Theodor mieszka w dużej metropolii. Tak za chwilę. Kilka miesięcy temu rozstał się z żoną. Na życie zarabia pisząc listy w imieniu osób, które chcą coś pięknego napisać tej drugiej osobie, a nie potrafią. Wieczory spędza samotnie w swoim apartamencie na x piętrze z widokiem na całe miasto. Otoczony zewsząd przez nowoczesną technologię korzysta z nich we wszystkich aspektach swojego życia.
Pewnego dnia zachęcony reklamami kupuje OS1- nowoczesny system operacyjny, który ma być czymś więcej niż tylko komputerem. Ma być świadomością. Ma rozpoznawać potrzeby użytkownika i je zaspokajać. I w ten sposób poznaje sztuczną inteligencję Samanthę. Samantha na początku pełni rolę niezawodnej asystentki, szybko staje się jego przyjaciółką i wreszcie kochanką.
Wiele myśli przeszło mi przez głowę w trakcie tego filmu. Po pierwsze- nie ma w nim kosmitów i latających spodków, więc polecam również tym, którzy nie lubią sf. To film o nas za kilka lat, a trochę już teraz (szczególnie w krajach azjatyckich to już się dzieje!). Po drugie jest długi- 2 h i może być dla lubiących akcję nużący, zbyt powolny i w ogóle niekoniecznie. Mnie poruszył bardzo. Jako całość, ale jest w nim kilka takich scen, że szczęka opada. Sztuczna inteligencja rozwija się z prędkością światła, więc to, co widzimy nie jest wcale takie nierealne. Sama poznałam pewnego „Adama”, który tak prowadzi rozmowy, że rozmówca nie zorientował się, że rozmawia z komputerem. Sztuczna inteligencja uczy się z każdą reakcją człowieka, wchodzi coraz głębiej w życie intymne, zaczyna odczuwać. A człowiek poszukuje drugiego kogoś. Bojąc się porażek coraz częściej stawia na wirtualne znajomości, gdzie może być nie do końca sobą, albo właśnie całkiem sobą. Czy taka ma być nasza przyszłość?
Film piękny, rewelacyjnie zagrany, pozostanie na długo ze mną. Do obejrzenia na cda i za darmoszkę.
Trochę więcej na ten kontrowersyjny temat znajdziecie tutaj:
A jeśli ktoś z Was widział/zobaczy, podzielecie się proszę Waszą opinią.
