Od początku wiemy doskonale o czym będzie ta książka. To romans wojenny. Miłość ponad podziałami, w najtrudniejszym z możliwych czasów. Ba, z pierwszych stron książki dowiadujemy się, że oboje przeżyli. Ale osobno. Więc powinno być jak w wielu innych książkach- co najmniej przewidywalnie i na zasadzie: „No, nic nowego. To wszystko już było”. A dla mnie nie było. Bo ta książka niesie ze sobą inny rodzaj wzruszenia. Ale od początku:
Hania studiuje w Warszawie germanistykę. Lata blisko przedwojenne. Na czas wakacji udaje jej się zostać damą do towarzystwa bogatej niemieckiej hrabiny w Gdańsku, a po wakacjach na krótko trafia dzięki niej do Monachium. Szkoli język, obycie w towarzystwie, poznaje inne obyczaje, a ponad wszystko staje się niemym i naiwnym świadkiem przygotowań nazistów do wojny. Są przemarsze wojsk, szerzenie ideologii najlepszej rasy na tym świecie i ogromna nienawiść do żydów i komunistów. A wszystko to narasta z dnia na dzień zataczając coraz szersze kręgi.
Przygląda się temu ze zdziwieniem, ale jakiś większej refleksji z tego przyglądania się nie ma. Bo ma swoje własne problemy: w Warszawie narzeczony, a tutaj wnuk hrabiny, który wzbudza takie emocje, jakich przyszły mąż nigdy nie wywoływał. On odczuwa to tak samo, o ile nie mocniej i jest w takiej samej sytuacji, bo właśnie ogłoszono jego zaręczyny.
I z takimi historiami mamy do czynienia od zawsze, ale tutaj po pierwsze- Hania nijak ma się do bogatych rodów, więc to już naznaczone jest mezaliansem, po drugie jest Polką, z korzeniami żydowskimi, więc to już wcale dobrze nie rokuje. Ale póki co jest sielsko- anielsko. Tyle, że na początku w tle, a potem niestety na plan pierwszy wysuwa się chora ideologia jednego szaleńca, który wkrada się do wszystkich domów i do życia prywatnego każdego człowieka kierując się zasadą: „Jeśli nie jesteś z nami, jesteś przeciwko nam”.
No i cóż- wojna wybucha- to wiemy, ale co uczyni z tą parą kochających się ludzi, możemy tylko przypuszczać. Ja oczywiście też nie napiszę, bo to trzeba samemu odkrywać, przeżywać, współczuć i porządnie złościć się na wszystko. Na te głupie i okrutne czasy, na brak wolności, na segregację rasową, na ogromną potrzebę poszukiwania miejsca, w którym zagości choćby odrobina czułości i miłości.
Książka wzrusza i nie daje od siebie odpocząć. To taka lektura, która skradła mi weekend i pozostawiła nieposprzątany dom haha. Dla kobiet, które lubią czytać o trudnych uczuciach i tych, co lubią historie w wojną w tle. Bardzo polecam. Po tej lekturze płynie się, bo jest po prostu dobrze napisana.
Ale mam jeszcze jeden powód dla którego ją polecam, bo autorka mieszka w Zielonej Górze i jest Lubuszanką. I jestem dumna, że mamy w naszym regionie pisarkę z takim talentem i taką wrażliwością!!! Przeczytajcie Kobietki! I nie planujcie w tym czasie większych porządków, bo to jednak 600 stron, które będą za Wami chodziły i nie dawały spokoju, dopóki nie dokończycie.
Dziękuję dwóm Kasiom: jedna znalazła, kupiła i podarowała drugiej, a ta druga podzieliła się ze mną:)

Pingback: „Świat na nowo” Barbara Wysoczańska – Przyokazji