Lata 50-te, 60-te Ameryka. Historia czarnoskórych chłopców, którzy trafiają do domu poprawczego na Florydzie. Niewolnictwo zniesione, a odrębne baraki dla białych i czarnych. Inne, pełne brutalności traktowanie czarnoskórych. Jest bicie do nieprzytomności, a nawet na śmierć, gwałty, głodzenie- cała paleta jak można w młodym człowieku zabić wszystko, co mogło go uratować. I przekonanie opiekunów, że gorsza rasa jednak ciągle jeszcze istnieje.
Książka bardzo smutna, miejscami brutalna. Ani łatwa, ani przyjemna. Bo taka być nie może. Ja czytałam bardzo długo, odkładając na kilka dni i wracając ponownie. Najgorsza jest oczywiście świadomość, że takie miejsca są, a rasizm wcale się nie skończył.
