„Moralność Pani Piontek” Magdalena Witkiewicz

Komedia pomyłek. Przynajmniej do momentu, kiedy pojawia się tajemnica. Smutna i prawdziwa, ale podana w sposób bardzo przystępny. Oczywiście, że nawiązuje do słynnej „Moralności pani Dulskiej”. Specyficzny język, którego próbkę chciałabym bardzo przytoczyć. Żeby było wiadomo, co nas czeka. Dla rozluźnienia i pośmiania się – idealna.

„To, że będzie miała syna, którego wychowa na ludzi, Gertruda wiedziała już od momentu urodzenia. Swojego urodzenia, dodajmy. O tym, że Augustyn będzie Augustynem, dowiedziała się nieco później. Wcześniej zaś w dziekanacie Akademii Medycznej w Gdańsku przez przypadek otrzymała indeks należący do zupełnie kogoś innego. Z indeksu spoglądał na nią mężczyzna i lekko, przyjaźnie się uśmiechał. Po chwili przeczytała, że lekko uśmiechnięty mężczyzna nosił piękne nazwisko „Poniatowski” i był studentem tego samego roku, co Gertruda.
Panna Piontek, przyszła pani doktor, niemal natychmiast postanowiła, że tenże Poniatowski będzie jej mężem. Doszła do wniosku, ze musi Poniatowskiego zdobyć jak najszybciej. Nie zależało jej wprawdzie na nim samym, ale na jego nazwisku.
Gertruda Poniatowska.
Pięknie.

Tak, niezależnie od wyglądu i charakteru tegoż Poniatowskiego musiała go mieć. Już wtedy Gertruda Piontek postanowiła być jego żoną oraz matką jego dzieci, a przynajmniej syna. Tego, którego wychowa na ludzi. Młoda panna Piontek używając wdzięku i podstępu uwiodła nic nie przeczuwającego, Bogu ducha winnego Romualda Poniatowskiego, który to okazał się na tyle poczciwy, że z Gertrudą wziął ślub, czego gorzko żałował przez wszystkie lata swojego późniejszego życia…”

Mamy więc panią z domu Piontek, ale tego nikt nie może wiedzieć, bo po mężu Poniatowska- hmmm nazwisko zobowiązuje… Zadufana w sobie i uznająca własną wyższość. Wszystko ma być najlepsze i wszystko ma być tak jak ona chce. Mąż nie jest problemem, bo mimo, że ma inne wyobrażenie o życiu jak cielę podąża za wyobrażeniami żony. Problem to syn, który nie wytrzymuje i się wyprowadza. I mamuśka traci kontrolę nad jego życiem, co absolutnie jest przez nią nie do przyjęcia.

Naiwne zakończenie, ale nie jest to książka, która ma skłaniać do wielkich przemyśleń filozoficznych, ma bawić sytuacyjnie. I dostarczyć nam towaru deficytowego- śmiechu. I to zadanie spełnia. Polecam na trudniejsze dni😊

Dodaj komentarz