Takiej czcionki jak ta na okładce użyłabym, aby napisać tytuł zawierający w sobie słowo „księżniczki”. Bo one trochę takie wyglądem były: eleganckie i dystyngowane. Posługujące się nienagannym francuskim, znające francuskie obyczaje. I noszące w sobie tajemnice. Wyjątkowe. Kobiety w sieci tajnych agentek.
Szkolone sprawnościowo i kompetencyjnie służyły za łączniczki, ale też agentki do zadań specjalnych. To one mogły niepodejrzewane przez nikogo dostarczyć ładunki wybuchowe owinięte pod bluzką wokół piersi, podwiesić je pod mostem i zaprogramować godzinę detonacji.
„Przerzucane” z Londynu w różne obszary Francji szukały cywilów, którzy zgodzą się pomagać w walce z Niemcami. Budowały sieć wsparcia. Doprowadziły do tego, że kilka istotnych planów okupanta spoczęło na panewce. Do końca niedocenione. Część z nich skończyła życie w męczarniach obozowych, część zmarła podczas przesłuchań. A części udało się wrócić do Londynu.
Z tematem agentek podczas drugiej wojny światowej spotkałam się po raz pierwszy w książce „Sieć Alice” https://przyokazji.net/siec-alice/, którą bardzo polecam. Szokujące przeżycia młodych, atrakcyjnych kobiet, które w chwilach wycieńczenia same mówią do siebie ze smutnym uśmiechem: „A teraz właśnie mogłyśmy tańczyć”. Niezwykła odwaga na jaką nie było by mnie stać na pewno. I życie, które często szybko i brutalnie się skończyło.
„Łączniczki z Paryża” to powieść inspirowana prawdziwymi postaciami. I informacjami o sieci tajnych agentek, która istniała naprawdę. Inspirowana nie oznacza, że wiernie oddaje prawdę historyczną. Nie jest to celem tej książki. Bardziej zwrócenie uwagi na temat i przekazanie wielkiego uznania dla działań agentek.
Jak ja podeszłam do tej lektury? Z jednej strony wydawało mi się, że to wszystko jest trochę za płytko opisane i chciałabym więcej informacji na przykład na temat szkoleń przez jakie przechodziły agentki. I opisu więcej niż jednej akcji, bo wszystkie działania agentów w książce służą zorganizowaniu tej jednej i niezwykle istotnej. A przecież było ich dużo więcej. I tutaj myślę sobie nie do końca autorka wykorzystała potencjał tematu. Z drugiej strony opisy przesłuchania i ewakuację z obozów dla kobiet- krótko i dosadnie- zadziałały na wyobraźnię i pozwoliły stworzyć obraz skali okrucieństwa.
Polecam wszystkim, którzy: 1. lubią literaturę wojenną, 2. niekoniecznie muszą czytać o faktach i akceptują powieści inspirowane wydarzeniami historycznymi 3. chcieliby dowiedzieć się więcej o tym, jaką rolę pełniły łączniczki, jak je szkolono i jak z nimi „kończono”.
Czyta się bardzo szybko. Bo pięknie wydana i przyjazna dla oka czcionka. Pogoda ciągle jeszcze książkowa, więc czytajcie póki nie grillujemy
Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu „Prószyński i S-ka”
