Obraża czy obnaża? Klasztorna skandalistka „Benedetta”

Benedetta żyła i była- naprawdę. Przepiękna kobieta, do tego inteligentna, która już w dzieciństwie została ofiarowana Marii Niepokalanej. Rodzice oddali ją do klasztoru jako małą dziewczynkę. Znała tylko ten świat, ideologię sióstr i księży, którzy byli ponad wszystko. Oddzielona murami od prawdziwego życia przejrzała na oczy przez chwilę, kiedy przez klasztorną bramę wdarła się młoda kobieta uciekająca przed ojcem, który uważał, że jest jego własnością i ma zastąpić mu żonę. Benedetta stanęła w jej obronie, a jej ojciec po raz drugi (bo pierwsza była córka) sypnął pieniędzmi, żeby kobieta mogła zostać w klasztorze.

I tak zaczęła się znajomość, przyjaźń i miłość obu pań. Kombinowały przy tym co niemiara, by wreszcie poprzez różne historie, o których przecież nie będę tutaj pisała, żeby za dużo nie zdradzić, dostać się na szczyt. I spaść z niego tak nisko, jak nisko się da. I powrócić. 

I żeby było jasne: mówimy o czasach, kiedy ludziom można wcisnąć każdą ciemnotę powołując się na Jezusa. Mówimy o tym, że kobieta na pewno jest kimś niższego stanu i o jej losie mogą decydować mężczyźni. Mówimy o czasach, kiedy neguje się miłość osób tej samej płci. Albo nawet nie wierzy w nią do końca. I o czasach, gdzie opowiadając herezje, mając widzenia i kombinując dobrze można dostać się na szczyt. Jakby ktoś miał wątpliwości, a mieć może- mówimy o XVII wieku.

Skandalistka Benedetta to nie pierwszy skandal w kinie w wykonaniu pana Verhoevena. Był już „Skandalista Larry Flint” i był „Nagi instynkt”. A najciekawsze, że do tego był „Robokop” i „Pamięć absolutna”. Niezły zlepek tematów. Ale reżyser często powtarza wątek religijności- różnie pojmowanej, naturalizmu, aż takiego prawie obleśnego- no oczywiście nie w „Nagim instynkcie”😊, wątek seksu i kobiet, które go lubią.

A teraz o samym filmie: w pewnym momencie spostrzegłam, że nie opieram się o fotel i siedzę cała spięta. Dostarcza dużych emocji. Mnie na miejscu, ale dostarczał ich już przed premierą, bo grupki wiernych zbierały się przed kinami i protestowały przeciwko jego projekcji. Dlaczego?

Bo film pokazuje, że w kościele nie działo się dobrze. Pokazuje manipulację, okrucieństwo, wszechwładzę mężczyzn, chciwość. Bo pokazuje, że kościół umacnia tezę, że ciało człowieka jest jego największym wrogiem, a celem i sensem życia jest cierpienie i ból. A główna bohaterka odkrywa, że to tak nie do końca. Wątpi w sens nadawany kościołowi, ale nadal mocno wierzy w Boga i w to, że jest mu przeznaczona. I dlatego film ten nie jest dla tych, którzy mocno wierzą w kościół jako instytucję.

Dlaczego jeszcze? Bo pokazuje, że siostry zakonne są ludźmi, którzy całkiem normalnie pragną bliskości, miłości i mają potrzeby seksualne. I może fascynować je inna siostra. I dlatego film ten nie jest dla zaciekłych homofobów, bo po co mają się denerwować.

I dla kogo jeszcze nie jest ten film? Dla tych, którzy twardo po ziemi stąpają i ani na chwilę nie wyluzują. Bo Bernedetta ma wizje, bo widzi Jezusa bez penisa i kuszą ją węże. Jeśli ktoś nie chce takich obrazów w kinie, to niech sobie daruje.

Ja nie zapomnę jeszcze bardzo długo tego, co zobaczyłam. Podziałał na moją wyobraźnię, estetykę, właściwie dotknął wszystkiego. Polecam zobaczyć na dużym ekranie. Obawiam się, że za dużo możliwości niestety nie ma… Więc kto zainteresowany, niech się spieszy.

Ocena:
8/10

Dodaj komentarz