Inżynier z marzeniami- czyli: „Wyspa Róży”

On właśnie obronił dyplom inżyniera. Na swoim koncie ma już samodzielnie skonstruowany samochód, co prawda bez numerów rejestracyjnych, ale jakoś o tym fakcie nie pomyślał. I milion różnych pomysłów w głowie.

Ten najśmielszy rodzi się jednak całkiem znienacka. Z kumplem dochodzą do wniosku, że wolni będą tylko w swoim własnym kraju, gdzie nie będą ich obowiązywały normy narzucane przez mocno starzejących się i niepostępowych zupełnie polityków.

Jedyna możliwość to wybudowanie poza wodami terytorialnymi Włoch, bo tamże akcja się rozgrywa, własnej wyspy, która uzyska status niepodległego państwa i będzie mogła mieć swoich własnych obywateli. Od marzeń do ich realizacji w przypadku tych dwojga droga bardzo krótka.

No i brzmi to wszystko trochę jak taka utopia? Takie SF? Albo jak takie bzdury po prostu? Otóż informuję, że historia ta wydarzyła się naprawdę. I nie jest to fikcja. Wierzcie, albo nie, gościu wybudował sobie wyspę i został prezydentem państwa, które sam stworzył.

Więcej nie napiszę, bo to trzeba obejrzeć. Film w odczuwalnym klimacie włoskim, co prawda lata 60-te, ale przecież w przypadku Włochów pewne zachowania nie zmieniają się nigdy. Świetny podkład muzyczny i nieprawdopodobna historia, w dodatku dobrze zagrana. Obejrzyjcie dla odprężenia, uśmiechu, pokłonu w stronę marzeń i spełniania ich sobie samemu.

Ocena:
7/10

Dodaj komentarz