Chorwacja 2022

Do Chorwacji na rodzinną kolonię 😊

Znajomy właśnie napisał mi, że to był niezły socjologiczny eksperyment w naszym wykonaniu. No bo weźmy 6 rodzin, 25 osób razem i zamknijmy je na 2 tygodnie pod jednym dachem. Da radę bez stresu grupowego? Bez kłótni? Bez focha? I czy po powrocie wszyscy nadal będą chcieli się znać?

Da radę i będą. Tylko na tych właściwych człowieków trzeba trafić. Warunków jest kilka. Po pierwsze- trzeba lubić ludzi i lubić spędzać czas w większym gronie. Po drugie- każdy członek rodzinnej kolonii ma swoją autonomiczność, którą szanują inni. I jego potrzeba nie jest ani ważniejsza, ani mniej ważna niż potrzeby innych. Po trzecie- nie ma takich, którym trzeba się podporządkować.

Pewnie znalazłoby się jeszcze kilka punktów, ale mnie te wydały się najbardziej istotne, jak już sobie ten nasz wyjazd analizuję z perspektywy domowej kanapy.

Przygotowania wyjazdu dla takiej grupy to wcale nie jest takie hop siup. Ile to się trzeba naspotykać, żeby warunki omówić i zaplanować haha. My sobie, młodzież sobie. Grupy na telefonie osobne dla rodziców, osobne dla dzieci- każdy swoje wiadomości utrzymuje w ścisłej tajemnicy przecież.  Ogromna radość i wyczekiwanie przed, które przecież już jest pięknym zaczątkiem wakacji. Idąc tym tropem nasze wakacje po części rozpoczęły się już w lutym. A co piękne- będą jeszcze trwały i trwały. Bo podsumowań będzie też przecież kilka.

Grono nasze zróżnicowane pod każdym względem. Przedział wiekowy dzieci- 4-18 lat, dorośli w wieku co prawda podobnym do siebie gdzieś przed lub po 40-stce, ale prawie każdy trochę zawodowo z innej bajki. Co wszystkich łączy? Totalna chęć zapomnienia choć na ten czas o nadchodzącym kryzysie i naszłych już podwyżkach, problemach innego sortu, które wcale nie są łatwe w codziennym bytowaniu. Potrzeba śmiechu i relaksu, czasu tylko dla siebie i czasu bez ograniczeń z innymi.

I zgodnie z potrzebami dosyć szybko potworzyły się bardzo wyraźne sekcje hobbystyczne na naszej rodzinnej kolonii: sekcja moli książkowych (cudownie liczna!), sekcja koneserów letnich napojów procentowych, sekcja gier planszowych i karcianych (cała młodzież! i tatusiowie za dnia, a wieczorem to już wszyscy), sekcja spoconych wielbicieli (bardziej jednak wielbicielek) słońca i wreszcie sekcja miłośników sportów wodnych i siedzenia w basenie, bo po co na lądzie, jak można w wodzie. I jeszcze sekcja nieumiejących usiedzieć na tyłku.

Wstęp wolny i możliwy do każdej sekcji w każdym czasie, poza sekcją procentową- tutaj dostępność ograniczona wiekowo haha. I moi drodzy nudy nie ma, bo nawet jak się pojawia, to zawsze ktoś coś i już jest fajnie!     

W tak zróżnicowanym gronie i w tym czasie udało nam się pobyć w kilku miejscach w Chorwacji położonych w pobliżu wyspy Ciovo. Wcześniej byliśmy już  w Splicie, Dubrowniku na jeziorach i wodospadach. Tego nie powtarzamy w tym roku.

Tak krótko opiszę to, co przy okazji udało nam się  zobaczyć w czasie, który zwiedzaniu nie sprzyja. Bo temperatury za wysokie, bo lenistwo totalne, bo jeszcze wiele innych bo… Ale mimo wszystko trochę nasze horyzonty poszerzyliśmy. Opiszę, żeby nam zachować, może komuś przypomnieć, a może kogoś zainspirować. Jeśli się uda, będę przeszczęśliwa.

Zapraszam serdecznie😊

ZAGRZEB

W drodze do naszego chorwackiego domku zatrzymaliśmy się na kilka godzin popołudniowych i nocleg w stolicy Chorwacji-  Zagrzebiu. I teraz nie będzie o zabytkach, tylko o wrażeniach. I tak sobie myślę, że jako przerywnik w kilometrach do pokonania, to miejsce to jest całkiem fajny pomysłem na posiedzenie, pochodzenie, posmakowanie.

Duże- nieduże miasto. 800 tyś. mieszkańców. Obrzeża nie robią żadnego wrażenia. Tam trzeba się zatrzymać, bo noclegi najczęściej najtańsze. Ale te kilka godzin jeśli już, to w samiutkim centrum.

I wspomnę o tym na pierwszym miejscu, bo wcześniej nie wiedziałam. Zagrzeb to światowa stolica krawata. W Chorwacji został wynaleziony. I to tutaj ma jesienią swoje święto.

A teraz o samym mieście: dolna część bardziej taka, jak wiele innych miast, może tylko z tą różnicą, że na głównym placu znajduje się węzeł komunikacyjny naziemny, więc tematem przewodnim są tramwaje. Dostaniesz się z tego punktu wszędzie. Poza tym mnóstwo knajpek, najsłynniejsza Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, kamieniczki te urokliwe i te trochę mniej.

Część górna Zagrzebia to już zupełnie inna historia. Klimatyczna, spacerowa, historyczna.   Charakterystyczny kościół św. Marka z dachem ułożonym z czerwonych, białych i niebieskich dachówek. Na południowej stronie dachu dwa herby: Zagrzebia i Trójjedynego Królestwa Chorwacji, Slawonii i Dalmacji. Widać go już z oddali.

A jeśli ktoś z Was lubi kolorową sztukę naiwną, to właśnie w tym miejscu znajdzie muzeum, do którego musi wstąpić. Mnie jednak zawsze zadziwiają miejsca, których nie spotkałam do tej pory nigdzie indziej. I takim miejscem jest Muzeum Zerwanych Związków. Niestety nie miałam możliwości zwiedzenia go, ale już sam pomysł jest przedni. Muzeum założone przez parę artystów, którzy po zakończeniu kilkuletniego związku nie bardzo wiedzieli co zrobić z rzeczami, które sobie podarowali. No to umieścili je w jednym miejscu, robiąc z nich najpierw wystawę. A potem inni zaczęli do tego miejsca przynosić swoje wspomnienia po byłych partnerach: pierścionki zaręczynowe, zdjęcia, listy, prezenty… Wszystkie rzeczy ofiarowane zostały przez byłych kochanków. Muzeum to jest jednym  z najczęściej odwiedzanych w Zagrzebiu.

A na górze jeszcze koniecznie trzeba pójść do Kamiennej Bramy. To jedyna brama, która zachowała się z oryginalnych murów miasta z XIII wieku. Jeden z najstarszych zabytków w Zagrzebiu. W przejściu bramy znajduje się mała kapliczka z obrazem Matki Bożej z Kamiennej Bramy. Obok ławki z klęcznikiem i mieszkańcy modlący się i zapalający świeczki w swoich intencjach.

Na spokojne popołudnie i klimatyczny wieczór miejsce jak znalazł😊

PRIMOSTEN

Primosten zaprasza już z drogi dojazdowej. Na punktach widokowych nie możesz oderwać oczu. Promosten to dla mnie pan Śmieszek. Pan, który robi najśmieszniejsze i największe lody na świecie. Pan, którego dzieci nie są w stanie nie pokochać. Dorośli też dostają swoją wersję (dla mężczyzn często cycata ta wersja!). I wszyscy zadowoleni. Pana Śmieszka odwiedzamy nie po raz pierwszy. I za każdym razem robimy sobie wspólne zdjęcie. I zimą wracamy z uśmiechem do smaku lodów i pełni słońca.

A co poza tym? Primosten jest po prostu ładne. Maleńkie uliczki prowadzące do górującego nad miasteczkiem kościółka, przepiękna promenada przy której bez liku stateczków, jachtów, plażyczka, kawiarenki i boskie widoki. A jakie romantyczne kolacje przy zachodzie słońca tam możliwe….

ZMAJEVO OKO

A tak całkiem po polsku to Jezioro Smocze Oko w Rogoznicy. Inne niż wszystkie inne. Legend o nim co najmniej trzy: bo i smoki tam były, i bracia się oszukali dzieląc majątek po rodzicach i jeszcze obcy przybyli z kosmosu. A wersja całkiem przyziemna jest taka, że jaskinia tam była. Po epoce lodowcowej zalała ją woda i powstało jezioro. Dlaczego inne niż pozostałe? Bo ma kilka warstw wody. Na powierzchni woda jest zielona i niebieska, w głębi jeziora żółta lub zielona, w dolnej warstwie nie ma tlenu, ale za to jest siarka, więc różowa. Otoczona skałami z których można skakać. Tyle, że głęboko, bo z 15 m w dół. Zabawa przednia. I dla tych, co skaczą i dla tych co krzyczą i dla tych, którzy obserwują😊

LOTNISKO W KASTELA (SPLIT)

Tuż obok Togiru w miejscowości Kastela znajduje się drugie co do wielkości lotnisko (jak ktoś leci do Splitu, to ląduje właśnie tutaj). Co roku przylatuje na nie ponad 3 mln pasażerów. Czyli innymi słowy lądowanie samolotu za samolotem, wylot za wylotem. I właśnie w pobliżu lotniska, kiedy maszyny schodzą już bardzo, bardzo nisko można sobie na to popatrzeć. A kiedy kilka ton przelatuje prawie nad twoją głową, to i wrażenia niesamowite. Bardzo polecam takie gapienie się w niebo.    

TROGIR

Trogir jest piękny. Ale tylko wtedy, kiedy nie ma ludzi. Czyli wczesnym rankiem. Albo po sezonie. Potem zaczyna się siwy dym i chcesz uciekać jak najdalej. Miasteczko portowe. Jachty sprzątane przez służbę ze złotymi wejściami na schodki. Przepych niesamowity. Ale dużo też takich pomniejszych stateczków, tworzących klimat. Przepiękna starówka- wszystko w kamieniu. Wąskie uliczki, warownia/twierdza z XV wieku, klimatyczne kawiarenki, ogromny targ ze wszystkim. Na 2-3 h z kawą i zapatrzeniem się.

TWIERDZA KLIS

Położona niedaleko od Splitu. Historycznie symbol walki z Turkami. Jedna z największych i najważniejszych twierdz w Chorwacji. Pominę walory historyczne- kto chce doczyta. Ale jakie widoki… Na wyspy i na wszystko inne. Piękne tło na zdjęcia do ramek i wzdychanie: „Ach jak cudownie”. Bez wysiłku żadnego, ale wrażenie ogromne. Aaaa zupełnie zapomniałam, a wielbiciele seriali będą wiedzieli: „Grę o Tron” tam kręcili. O!

PULA

Kiedy zobaczyłam w teatrze w Puli Il divo (jeszcze w starym składzie☹ https://www.youtube.com/watch?v=VzB8xC_CwH8&list=RD-cszDttspWg&index=4, a potem Hausera https://www.youtube.com/watch?v=lko-lP4FXQs wiedziałam, że i ja tam muszę być. Dla dopełnienia moich przeżyć. Inni mieli swoje powody, a dzieci- no cóż rodzice namówili haha.

Wiem, że kolejność: najpierw Pula, potem Koloseum Rzym ze względów różnych jest właściwa i ja jej nie zachowałam, ale mimo wszystko wrażenie robi. Zobaczcie amfiteatr rzymski z 2 w p.n.e. Można wejść na sam środek, można posiedzieć na widowni, można poczuć jej wielkość i urok.

Polecam na dobrą godzinkę. A potem jeszcze przejście się po tym urokliwym miasteczku, często zatłoczonym niestety. Zdjęcia, które zamieszczam dzięki Ewelinie Bajer.     

To tyle jeśli chodzi o nasze chorwackie przeżycia. Przed nami jej wysokość Wenecja. Ale o tym następnym razem.

Ściskam 

Magda

Dodaj komentarz