„Czerń i purpura” Wojciech Dutka

Zawsze zadziwia mnie to, że takie historie działy się w obozie zagłady. Że w miejscu, w którym nie ma miejsca na nic poza śmiercią, znalazła się odrobina przestrzeni na odczuwanie czegokolwiek poza przerażeniem lub na etapie bardziej zaawansowanym- obojętnością.

On faszysta, ona Żydówka. Nie, nie było tam za bardzo fizyczności, ale była miłość, która pozwalała zachować choć krztę człowieczeństwa. Wersja najbardziej niebezpieczna z możliwych. Bo doktryna SS nie pozwalała zbliżać do zawszonych Żydów. No chyba, żeby ich zabić, albo pobić czy poniżyć. Wtedy- tak.

Ale i tak dziwne jest, że kochać potrafi  człowiek, który w Auschwitz: „… zastanawiał się do kogo będzie strzelał. Czy do starszego mężczyzny w znoszonej, przybrudzonej marynarce? (…) A może do grubej dwudziestoletniej dziewuchy z jakiejś wsi, z rumianym licem i tłustymi, od dawna nie mytymi włosami? Franca bardzo zirytował jej widok. Nie lubił, gdy kobiety nie dbały o siebie. Uważał, że powinny przykładać większą wagę do tego, czy wyglądają ładnie po śmierci.” Kat i wybawca w jednym.   

To nie jest historia jedna z wielu. To jest opowieść o prawdziwych ludziach. Byli tam, przetrwali i zeznali. Autor nadał z szacunku do nich trochę kolorytu ich książkowym postaciom. Mimo, że jest to powieść, a nie dokument, niesie ze sobą, a ostatecznie oczywiście przenosi na czytelnika, ogrom bólu i okrucieństwa nie do zmierzenia na żadnej skali. Bez owijania w mdłe opakowania. Wprost. Drastycznie. Czasami aż trudno złapać wdech przy plastycznych opisach masowej zagłady i torturach.  

Książka napisana bardzo dobrze. Czyta się szybko, ale odczuwa duży ciężar. Mało tego, po przeczytaniu jakiś czas, też nie będzie lżej, bo w środku nadal trawimy obrazy i wrażenia. Jedna z najlepszych pozycji o tematyce wojennej z jaką miałam do tej pory do czynienia.

Iza- dziękuję:)

Dodaj komentarz