„Małe miasto, wielkie kłamstwa” Diane Chamberlain

Rok 1940. Anna- młoda malarka wzięła właśnie udział w konkursie na obraz, który ma docelowo zawisnąć na ścianie urzędu pocztowego. Co prawda urząd ten mieści się daleko od domu, ale Anna i tak nie ma na miejscu wielkich zobowiązań, pieniądze jej potrzebne, więc przenosi się do Edenton w Karolinie Północnej. Od pierwszych godzin wie, że aby dobrze oddać charakter miasta- miasteczka w zasadzie i to małego, musi poznać jego specyfikę i wszystko to, co porusza jego mieszkańców. Jedną z pierwszych informacji, jaką otrzymuje, jest wiadomość, że konkurs miał wygrać miejscowy malarz, a nie ona. Potem poznaje wszystkich notabli, którzy uważają, że ich zakłady muszą być uwiecznione na malowidle. A chwilę później uświadamia sobie, że słodkie miasteczko jest zacofanym miejscem, gdzie ludzie nie są sobie równi, kobietom wiele nie przystoi, a jej nie będzie łatwo ukończyć obraz po swojemu.

Rok 2018. Morgan- studentka Akademii Sztuk Pięknych odsiaduje wyrok w więzieniu dla kobiet. Pewnego dnia na wizycie pojawiają się dwie kobiety, które oferują jej wcześniejsze zwolnienie pod warunkiem, że podejmie się renowacji jakiegoś obrazu. Morgan nie ma pojęcia o renowacji obrazów, zrobi jednak wszystko, aby wcześniej wyjść z więzienia i już nigdy do niego nie wrócić. I w ten sposób trafia do rodziny zmarłego wybitnego malarza, który nie wiadomo dlaczego zażyczył sobie, aby to właśnie ona zajęła się przedziwnym obrazem.

Jaka fajna to książka. Czyta, a właściwie chłonie się ją z taką przyjemnością. Jest w niej dużo, bo w zasadzie to obyczaj, a jednak wątek kryminalny, no i uczucia się tam pojawiają i dylematy moralne. Taki pakiecik wszystkiego po trochu. Polecam.

Dodaj komentarz