Zulejka to młoda tatarka. Żyje w Rosji (dla orientacji historycznej: lata 30-ste XX w.) na totalnym odludziu z dużo starszym od niej mężem i jego matką, którą w myślach nazywa „wiedźmą”. Teściowa jej nie lubi i poniża na każdym kroku, mąż uważa ją za nic. Pracuje ciężko od bladego świtu po ciemny wieczór. I chyba nie zastanawia się za bardzo nad swym losem, bo innego nie zna. Wierzy w gusła i tajemne moce, w przepowiednie teściowej i w to, że lepiej/inaczej nie będzie. Straciła czwórkę dzieci i wie, że kolejne, jeśli nawet będzie, to też nie przeżyje na tym świecie.
Pewnego dnia zmienia się wszystko. Mąż zostaje zabity po tym, jak w grobach dzieci schowali ziarno, żeby mieć co jeść i ich spisek został wykryty. Zulejka wyrusza z innymi „przestępcami” transportem na Syberię. W najdalszej głuszy i na największym pustkowiu bez środków do życia, w jednym ubraniu i w okresie nadchodzącej zimy zostają zostawieni sami sobie. Zulejka otwiera oczy. Żeby przeżyć musi zrezygnować ze swoich przekonań. I przestać żyć przeszłością. Tutaj w imię wyższych ideologii nic już nie jest jej własnością, a praca na rzecz Rosji staje się największym dobrem człowieka.
Agitacja dociera nawet w takie miejsce. Z jednej strony uwięziona przez system no i oczywiście miejsce, z drugiej strony
wie, że może w ramach więzienia dokonywać jakiś małych, ale jednak wyborów. I czyni to nie pozostając bierną.
Bardzo duże wrażenie wywarła na mnie ta opowieść. Nie tylko na mnie, bo opowiadałam dzieciom losy Zulejki zahaczając przy okazji o historię zesłanych na Syberię i ustroju totalitaryzmu. Brzmi to bardzo poważnie, bo temat bardzo poważny. I smutny. Jakie ja mam proste, łatwe i fascynujące życie! Wielki szacunek dla kobiet, dla ludzi, którzy przeżyli to co Zulejka.
Polecam bardzo wytrawnym „czytaczom”. Tym, którzy szukają przyjemnych, lekkich i szybkich treści nie polecam, bo nic z tego tutaj nie znajdą. Ja na pewno zapamiętam ją na dłużej.

Pingback: Ałbena Grabowska „Matki i córki” – Przyokazji