„Gdzie śpiewają raki” Delia Owens

Karolina Północna. Mokradła. Mała dziewczynka, opuszczona przez rodzinę dorasta w ekstremalnie trudnych warunkach. Zmuszona jest sama zarabiać na życie. Zbiera więc na bagnach wszystko, co umożliwi jej zarobienie kilku groszy na kaszę. I przeżycie. Wyśmiewana, poniżona spędza tylko jeden dzień w szkole. Nie umie więc przeczytać listu, który przesyła do niej mama.

Dziewczyna, a w zasadzie już kobieta- piękna i dzika. Nadal sama i zdana tylko na siebie. Mimo, że tliła się gdzieś już mała nadzieja, że może być inaczej. Nieakceptowana przez mieszkańców pobliskiego miasteczka, którzy nazywają ją Dziewczyną z Bagien i pokazują palcami. Wiadomym jest, że wszystko złe, co się wydarza w tym środowisku, może spowodować tylko taki dziki człowiek. Przecież, jeśli jego obwinią, to się nie obroni. No więc ją oskarżają.

Piękna opowieść o samotności, nadziejach i rozczarowaniach. Plastyczna do bólu poprzez rewelacyjne opisy mokradeł (chociaż ja za przydługawymi wcale nie przepadam, żeby była jasność!). Myślę, że takich książek długo się nie zapomina, bo wprowadzają człowieka w taką specyficzną atmosferę. Inna niż wszystkie. Czekam na ekranizację. Ale najpierw przeczytajcie.

Dodaj komentarz