Niemcy 1963 rok. Młoda tłumaczka zostaje poproszona o tłumaczenie na spotkaniu w urzędzie. Spotkanie przebiega przy udziale Polaka, który opowiada niestworzone rzeczy o masowej zbrodni w Auschwitz. Kobieta słyszy historie po raz pierwszy i z niedowierzaniem przekłada usłyszane słowa na niemiecki. Po wszystkim jednak wraca do swojej rzeczywistości i traktuje to spotkanie, jako incydent, który wkradł się w jej życie. Do codziennych obaw, czy ten wybrany w końcu nałoży jej ten pierścionek i jak pomóc tacie, którego boli cały kręgosłup.
Życie toczy się utartym szlakiem do momentu, kiedy nie zostaje poproszona o tłumaczenie procesu, który właśnie się rozpoczyna. Procesu przeciwko członkom załogi w Auschwitz. Ona sama nie ma żadnych wspomnień z tego okresu, bo miała wtedy 4 lata, a pytając rodziców, siostrę o cokolwiek zbywana jest milczeniem, wręcz wrogością. Podobnie reaguje jej już prawie narzeczony.
Mimo wszystko i na przekór wszystkim postanawia podjąć się wyzwania i „zaprzysięża się” jako tłumacz w procesie, który poruszył cały świat, a o którego przedmiocie jeszcze chwilę temu nie wiedziała kompletnie nic.
Tym razem historia, która już za nami, ujęta w całkiem innym obrazie. Historia opowiedziana z punktu widzenia Niemców, którzy chcieli ją zamknąć, zapomnieć i już nie wracać, nie karać winnych i nie podejmować tematu (70%), bo zbyt kosztowne i niepotrzebne. Byli też tacy, którzy chcieli ją usprawiedliwić, wybielić winę szukając argumentów, że przecież taki był system, że im kazano, podważając zeznania świadków i bagatelizując zdarzenia, ewentualnie przyznając się do tego, że byli, ale nie wiedzieli i nie widzieli. I wreszcie ta najmłodsza część niemieckiego społeczeństwa, która w tamtych latach nie wie nic, bo rodzice nie chcą na ten temat rozmawiać, szkoła milczy o haniebnej historii, więc wszystko wydaje się przerysowane i nierealne.
To nie jest historia jakich wiele. To jest historia, która pokazuje jak trudno żyć z przeszłością po obu stronach barykady- ofiar i tych, którzy spowodowali, że do tych zdarzeń doszło i biernie bądź aktywnie uczestniczyli w całym procesie.
Książka nie jest dokumentem historycznym, a książką obyczajową, ale opiera się na prawdziwych wydarzeniach. Czyta się bardzo, bardzo szybko. Debiut literacki Niemki- Annette Hess, a prawa do książki wykupiło już ponad dwadzieścia krajów.
Na pewno daje dużo do myślenia..
