Elizabeth- mieszkanka domu starości już prawie straciła wzrok. Porusza się całkiem sprytnie, ale niestety nie jest w stanie już nic przeczytać. Zbiegiem okoliczności, jak to zwykle bywa, w jej ręce trafiają dzienniki ojca- latarnika, który przez lata opisywał życie swojej rodziny na pewnej wyspie. Zniszczone wymagają przywrócenia ich do stanu umożliwiającego rozszyfrowanie zapisków.
Do domu starości trafia w tym czasie Morgan, która jako karę za występki młodości musi „odbębnić” ilość godzin na pracach na rzecz tegoż miejsca. Całkiem przypadkowo to właśnie ona staje się osobą której przyjdzie odczytać pełną tajemnic historię Elizabeth.
Ładna, czyta się szybko, powiedziałabym- książka, jakich wiele. Ale, jest coś, co przedziera się w niej na plan pierwszy- smutek, smutek i smutek. Nie wiem, czy na tą porę roku potrzebna nam jeszcze taka doza smutku.
