„Chora na siebie”

On jest egocentrykiem. Ona jego żeńską odpowiedniczką. Żyją w związku niby razem, ale każde nastawione totalnie na siebie. I zazdrosne o jakiekolwiek uznanie dla tego drugiego. Więc kiedy Thomas- początkujący artysta przyciąga swoimi dziełami publikę, Signe próbuje najpierw pomniejszyć ich wartość, a potem za wszelką cenę zwrócić uwagę na siebie. I za wszelką cenę zwraca ją do końca filmu.

Ja nie będę tutaj opisywała do co jest w stanie zrobić, aby inni patrzyli na nią, mówili o niej, współczuli jej. Okłamuje siebie, okłamuje świat dookoła. Dzieli się w mediach społecznościowych zmyśloną historią. I czeka na reakcję. Reakcja jest zbyt mała, więc trzeba docisnąć, sprzedać się bardziej.

Znane- nieprawda? W dobie instagrama, facebooka i innych takich niektórzy dla lajków przekraczają wszelkie granice. Raniąc przede wszystkim siebie, ale całe najbliższe otoczenie również.

Ku przestrodze. To bardzo smutny film, nakręcony surowo i bez ubarwień. Jak to w norweskim kinie. Kto je lubi- doceni. Polecam.  

Ocena:
7/10

Dodaj komentarz