Ostrzegam: to taka książka, w którą wpadasz od pierwszej strony i tkwisz do ostatniej, w przerwach myśląc też o niej. Bo i temat ciekawy- poligamia. I to nie taka wymuszona kulturą, jak w niektórych państwach to się dzieje. Nie, nie- tutaj taka dobrowolna. Całkiem. Seth ma bowiem trzy żony. I swoje życie dzieli pomiędzy nie- chyba sprawiedliwie- przynajmniej według niego. Poświęca każdej z nich czas, okazuje uczucia i w ogóle przez jeden, dwa dni w tygodniu jest przykładnym mężem dla każdej z nich. W zamian za bycie takowym oczekuje od swoich żon, żeby nie drążyły tematu i nie próbowały się nawzajem odnaleźć. I to wszystko działa.
Można? Można! Tyle, że do czasu, bo druga w kolejności żona, zwana czwartkową, bo to ich wspólny dzień, nie wytrzymuje ciekawości i szuka. I znajduje pozostałe dwie. No i zaczyna się seria wydarzeń, że wow! Zakończenie nieprzewidywalne zupełnie. A my grzecznie jak dzieci poddajemy się manipulacjom autorki. Dobra! Dobra! Dobra! Polecam!
