„Znaki szczególne” Paulina Wilk

Pani Paulina doprowadziła do tego, że wieczorami czytałam na głos urywki jej książki i wspólnie z mężem wspominaliśmy sobie czasy naszego dzieciństwa i młodości.

Bo czy takie teksty nie przywołują wspomnień? „Wszelkie odłamki zewnętrznego świata – początkowo nie różnicowaliśmy go na zachodni czy wschodni, z równym zachwytem przyjmując rosyjskie temperówki i suszone banany z Niemiec – katalogowaliśmy i eksponowaliśmy. W tym celu wstawałyśmy z Karoliną w niedzielę bladym świtem i jeździłyśmy rowerami do oddalonej o kilka kilometrów pierwszej „zachodniej” restauracji w miasteczku, a dokładniej jej śmietnika. Wybierałyśmy z niego puszki po piwie, 7UP, coca-coli, pepsi i mirindzie. Zależało nam na puszkach nieuszkodzonych, niepowgniatanych i bez rys. Tylko takimi można było zaimponować rówieśnikom albo się wymieniać. Wymyte i wysuszone stały potem w równych piramidach na półkach. Najrzadszy, unikatowy okaz ustawiało się na samym szczycie. Nigdy nie czuliśmy, że zbieramy odpadki, resztki cudzego komfortu. Dla nas były to skarby, radosne trofea zdobiące pokoje w blokach z wielkiej płyty. Służyły jako uniwersalna waluta obowiązująca na osiedlu. Aż pewnego dnia wylądowały znów w śmietniku, porzucone bez żalu, bo tuż za nimi gnało nowe, lepsze, barwniejsze. Puszki były dla nas pierwszymi talizmanami kapitalizmu i jego pierwszymi ofiarami. Odtąd każda upragniona rzecz będzie najważniejsza i bezcenna tylko przez chwilę, a potem zastąpi ja inna”.

Jeśli chcecie powspominać, jak to było kiedy w domu pojawił się kolorowy telewizor, a ulubione bajki zostały zastąpione przez super kolorowe animacje. Kiedy spostrzegliśmy, że są równi i równiejsi, a ci równiejsi zawsze dziwnym trafem mają więcej pieniędzy. Kiedy panie sprzedawczynie straciły władzę, bo wszystko pojawiło się w sklepach i nie trzeba było mieć znajomości, żeby to kupić. Przeczytajcie.

Jeśli pamiętacie lub nie pamiętacie, że: „Z pierwszym telefonem komórkowym było tak z komputerem- więcej kłopotu niż pożytku. Ciężki, duży z twardą antenką, nie mieścił mi się w kieszeni. Na malutkim wyświetlaczu widać było najwyżej cztery słowa- żeby przeczytać całą wiadomość sms, musiałam czekać, aż wyrazy same się przesuną. Chciałam mieć komórkę nie dlatego, że potrafiła coś, na czym mi zależało. Początkowo nie wiedziałam nawet, do kogo zadzwonić. Ale starałam się być na czasie”. Przeczytajcie.

Nawet, jeśli książka w pewnym momencie zacznie Was nużyć i tak zbierzecie mnóstwo wspomnień, które po części w naszym szybkim i zabieganym świecie po prostu gdzieś uleciały.

Dodaj komentarz