Włochy Północne 2022- dzień V Mediolan

Ostatni dzionek. Zanim wieczorem odlecimy z lotniska w Mediolanie do Berlina mamy czas na to, żeby na spokojnie zobaczyć to, co w tym mieście najważniejsze. Jedni powiedzą, że moda. No i ok. Ważna, ale chyba jednak galeria mediolańska- ta najbardziej znana na świecie- nam wystarczy. O katedrę mi bardziej chodziło.

No dobra. Mediolan tam, a my w Bellagio. Musimy jakoś się wydostać. Bardzo trzymałam kciuki, żeby autobus przyjechał na czas. I na ten przystanek, na którym stałyśmy. I ku mojemu zaskoczeniu przyjechał punktualnie. I weszłam do środka z uśmiechem na ustach mówiąc: „Buongiorno, osiem biletów do Como poproszę.” W odpowiedzi usłyszałam: „ Biglietto finito” czy jakoś tak. Włochem nie trzeba być, żeby to zrozumieć. Więc pytanie, co teraz. Pan kierowca ni słowa po angielsku. Jak mantrę powtarza: „ Biglietto finito”. W końcu machnął ręką i pokazał uniwersalne „Właźcie”. I tym sposobem podróżowałyśmy sobie na gapę do miejscowości Como, gdzie przesiadłyśmy się na pociąg do Mediolanu. I wiecie co? Całkiem radośnie nam z tym było. Na co dzień takich przygód raczej nie mamy😊

Co jest najpiękniejsze w Mediolanie? Ten moment, kiedy z metra wyjeżdżasz na plac katedralny. A ona wyłania się powoli. I w pewnym momencie widzisz już ją całą- majestatyczna katedra, jedna z największych na świecie. Mieści w środku dwa razy cały Międzyrzecz (40 tys. osób). Taka budowla nie może nie robić wrażenia.  Taka budowla uczy pokory. Bo człowiek w jej obliczu zdaje sobie sprawę, jak mało na świecie miejsca zajmuje. 

A my tymczasem wybieramy opcję wejścia do środka katedry oraz po schodach na dach. Można windą, ale my zaprawione po wczorajszym zamku haha wejdziemy sobie na nogach własnych. A co?

W środku kolos robi wrażenie. Wielkością, witrażami, kolumnami, rzeźbami. Na dachu byłoby to wrażenie większe, gdyby nie dźwigi i rusztowania. Bo wieżyczki są restaurowane i roboty w pełni. Katedra może zatrzymać Cię na dłużej. Jeśli poznawać wszystkie szczegóły i doszukiwać się na elewacji postaci np. tenisistów, którzy nijak się mają do całości, może zająć Ci to dosyć dużo czasu

A my tymczasem wędrujemy sobie dalej do słynnej, dostojnej Galerii Emanuela- drugiego zresztą, gdzie zakupy robią najbogatsi. Pewnie, że jest pięknie i bogato. Ceny przyprawiają o zawrót głowy (szmaciana torba na zakupy, taka najprostsza nasza siatka w Pradzie, to koszt ponad 500 EUR). To mi wystarczyło haha. Dalej już nie analizowałam.

W galerii jest jedno miejsce, które przyciąga tłumy. To byk namalowany na podłodze, na którego przyrodzeniu trzeba obrócić się trzy razy. Dla szczęścia, rychłego powrotu i w ogóle. Obracamy się. A jakże. Każdą okazję, żeby szczęście przyszło trzeba chwytać. Przed nami jeszcze obiad i powolne udanie się w kierunku lotniska. 

Czyli to już koniec? Nie. Koniec pobytu fizycznego- tak. Ale mentalnie długo jeszcze pozostaniemy w wyjazdowych nastrojach. Taka podróż jak ta, trwa dużo dłużej niż tylko kilka dni. Bo cała radość przed, kiedy oglądam sobie zdjęcia miejsc, w których będę i sprawdzam pogodę i rozbudzam oczekiwania, to przecież już jest podróż. A potem ten stan, kiedy zauważasz po powrocie, że inni wokół Ciebie jacyś tacy smutni, niedosłonecznieni, a Ciebie roznosi… I kładąc się wieczorem jeszcze widzisz lazur jeziora… To też ciągle jeszcze jest podróż.

Nie można zwlekać z takimi wyjazdami. Nie można. Właśnie teraz jest ten najlepszy czas. Niedawno odeszły dwie cudowne kobiety, które pewnie byłyby i na tym wyjeździe. Żadna z nich nie podejrzewała, że nie będzie jej z nami…

Czas wyjazdu to dla mnie czas, kiedy człowiek staje się piękniejszy. I wcale nie chodzi mi o urodę zewnętrzną, choć ten stan pozwala i tej rozbłysnąć. Bardziej o tą urodę wewnętrzną, o ten błysk. O to, że zapominamy na chwilę o problemach w otoczeniu, nadchodzącej menopauzie, coraz bardziej zwisających cyckach i nagromadzonych po porodach fałdkach. To wszystko nie ma żadnego znaczenia. Jesteśmy tylko my, wspólny śmiech, piękne widoki i nowe doznania. A problemy chwilowo siedzą w kącie. A jak wrócimy przez jakiś czas wydają się być ciut mniejsze, niż nam się przed wyjazdem jawiły. Dlatego warto.

A teraz krótko o finansach: cały wyjazd kosztował każdą z nas 1800- 2000 PLN (zależy jakie upominki kto kupił, w sumie tej jest policzone już wszystko z biletami lotniczymi (Berlin- Bergamo ryanair 100 PLN, Mediolan Linate- Berlin easyjet 100 PLN), parkingiem (40 EUR/samochód), wejściówkami (kościoły 3 EUR, katedra 15 EUR, ogrody 8 EUR), przejazdami, noclegami (100 PLN/noc/osoba Bergamo, 170 PLN/noc/osoba Bellagio), jedzeniem i drobnymi upominkami). Z tą wiedzą cała reszta to już tylko czysta logistyka.

Dziękuję CUDOWNYM KOBIETOM, z którymi spędziłam te pięć dni. Za śmiech, rozmowy, szaleństwo, spacery, wspinaczki, zachwyt….. Za wszystko😊

Dziękuję tym, którzy czytając towarzyszyli nam w naszych włoskich wojażach. Jeśli kogoś zainspirowałam, bardzo się cieszę. Każda podróż zaczyna się od marzenia. Dajmy więc sobie prawo do marzeń i ich spełniania Moi Drodzy. I nie odkładajmy niczego na potem. Nie ma lepszego czasu niż właśnie TERAZ😊

Ściskam

Magda

Ten post ma jeden komentarz

  1. Ania

    Nic dodać, nic ująć. Pięknie to ujęłaś!

Dodaj komentarz