Włochy Północne 2022- dzień I Bergamo

Gdyby nie pewien biurowy poranek wiosenny- szarobury z ogólnym marudzeniem przy wczesnej kawie z cyklu: „Jak bardzo mi się nie chce….”, nie byłoby tego posta. Dosłownie chwilę zajęło nam podjęcie decyzji, że jedyną radą na nasze bezsłoneczne bolączki może być wyjazd. Tam, gdzie ciepło, pięknie i inspiracyjnie.

Swego czasu oglądałam film, gdzie taki jeden ON zwłoki JEJ w jeziorze pogrzebał. Nie, żeby inspiracyjne to było- to nie, ale w Como je grzebał. A to już wyglądało nieźle. To jezioro w sensie. I właśnie wtedy zamarzyłam sobie, że ja to Como pókim żywa zobaczę. No i właśnie chyba nadszedł ten czas.

Czyli mamy powód, mamy cel, a teraz coś o towarzystwie, bo to ono jest najważniejsze. W końcu przyjdzie spędzić nam blisko siebie całe pięć dni. Osiem nas jest w sumie. Dojrzałych, o nienachalnej urodzie (naturalnej jak dotychczas haha), niejednokrotnie wywołujących miły, szczery uśmiech na twarzach osób mijających. Czyli mamy już wszystko, czego potrzeba, żeby podbijać świat:)

‌Zapraszam serdecznie do wspólnej podróży na północ Włoch. Ja tu sobie tak to wszystko dzień po dniu opiszę. Mało obiektywnie-bo z mojego punktu widzenia, mocno emocjonalnie- bo nie dało się przez te pięć dni wyłączyć silnych odczuć. W pełnym zauroczeniu-bo ach co to były za widoki. I co za miejsca. I z pełnym relaksem, bo z tymi kobietami nie da się nie uśmiechać do życia.

I nie będzie to przewodnik. Nie. Takich znajdziecie mnóstwo. Bardziej zapiski z podróży. Żeby nam zachować, a Was zainspirować😊 Pięć dni w ukochanej Italii. Z wymarzonym Como w tle. W cudownym kobiecym roześmianym gronie.

Każda podróż zaczyna się od marzeń. A potem dobrej ceny na bilet samolotowy. I tutaj wszystko się zgrało. Cena 200 PLN za lot w obie strony przekonała nas bez głębszej analizy. Naszą przygodę rozpoczynamy od Bergamo. To tutaj ląduje samolot. I stąd większość turystów przemieszcza się do Mediolanu. Z modą nam trochę na bakier, kasy i tak na zakupy mało, więc postanawiamy na Mediolan przeznaczyć ostatni dzień naszej wyprawy. A póki co docieramy przed południem do naszego mieszkanka, zostawiamy bagaże i idziemy „na miasto”. Wczesne wyloty mają to do siebie, że na miejscu dzionek długi. A że człowiek zmęczony… E tam, emocje trzymają nas w pionie do samej nocy!

‌No dobra do celu. Bergamo jest ładne. Tak po prostu. Na dole nowoczesne i takie bardzo zwyczajne. Zmienia się po przejściu przez bramę Porta Nuova. A potem szybciutko trzeba wjechać funikularem na stare miasto.

Funikular to taka kolejka na linach. Sama w sobie stanowi atrakcję, bo wyjeżdżasz sobie człowieku wygodnie na górę pod kątem 52 stopni zamiast dygać na piechotę w tym upale. Od razu używając widoków na różnym poziomie. I pan uśmiechnięty zagaduje. I po prostu jest radosny, jakby wykonywał najpiękniejszy zawód na świecie. I fajne jest to, że mając bilet kupiony jeszcze na lotnisku na cały dzień możesz sobie jeździć ile chcesz, jeśli masz taka potrzebę. Każdym środkiem komunikacji.

Po wyjściu z kolejki idziemy sobie powolutku w lewo i dochodzimy do jednej z czterech bram miasta- bramy św. Jakuba (Porta San Giacomo). Nie przejedzie przez nią żaden samochód, za ta jak ją przekroczysz Bergamo je Ci z ręki. Dopiero teraz widać, że miasto porównywalne wielkością do Gorzowa (120 tys. mieszkańców) wcale nie można do niego porównać. I tak sobie pięknie wędrujemy dalej, promenadą nadrzeczną aż do starego miasta.

Całe stare Bergamo otaczają Mury Weneckie. Żeby je wybudować (a mówimy o XVI w) trzeba było wyburzyć 250 budynków i świątyń. Całość wpisane na listę UNESCO. A dziś to wspaniała trasa widokowa. Ach używałyśmy, używałyśmy i widoków i używek płynnych haha. Rozlane  na Murach Weneckich przy zachodzie słońca smakują podwójnie😊

A stare miasto Citta Alta to już inna bajka. W takich miejscach najczęściej stoją kościoły w liczbie mnogiej. Tak jest i tutaj. Wrażenie największe robi wewnątrz jednak Bazylika Santa Maria Maggiore wybudowana przez mieszkańców w podzięce, że uchroniła te tereny przed klęskami wszelakimi. Wchodzimy do niej przez Portal Czerwonych Lwów. Przepiękne barokowe wnętrze, bajecznie kolorowe freski, arrasy. Tak sobie przycupnąć po prostu choćby na 20 min. – rarytas.

Tuż obok stoi kolejna perełka- Kaplica Colleoni (Cappella Colleoni) pełniąca rolę mauzoleum. Nie znam się jakoś specjalnie na sztuce, ale ten renesans włoski kurcze no robi wrażenie. Jednak w takich miejscach i tak najbardziej na wszystkich działają legendy. Renesans staje się bardziej renesansowy wtedy. No a tu trzeba szukać trzech jąder. Niejaki Calleoni je miał. Nie wiem czy się szczycił tym czy nie, ale symbol sobie po nich kazał umieścić i w kościele i w bramie. I tak wszystkie po kolei te jądra dotykają. Z uśmiechem i rozczarowaniem, że małe to takie…., ale i wielką wiarą, że i kredyt może uda się szybciej spłacić i w to miejsce magiczne wrócić. Podobno jak się pociera, to i marzenia się spełniają haha.

A potem wjeżdżamy jeszcze wyżej-  na wzgórze San Vigilio. Też funikularem. Przemiły pan, który nas wiezie do góry patrząc na nasze zauroczenie mówi tylko: tutaj jest ładnie, ale idźcie na zamek. Tam z drugiej strony to dopiero są widoki. Słuchamy miejscowych, bo wiedzą najlepiej. I widoki są. I to jakie…

No to idziemy jeść. I mamy polecajkę. Miejsce zazwyczaj oblegane bardzo. Il Fornaio przy via Colleoni i pizza na metry w przystępnej cenie krojona nożyczkami. Smak rewelacyjny!

A potem jeszcze lody, koniecznie te nakładane packami i jak dla mnie tylko pistacjowe. I gapy wszystkie nie dałyśmy rady wcisnąć już polenty. A przecież to przysmak z Bergamo największy. Wytwarzana z biszkoptu, kremu czekoladowego, masła i orzechów laskowych z dodatkiem rumu. Biszkopt pokryty jest marcepanem i starannie posypany żółtym cukrem. Całość wygląda jak kopa siana, na której przysiadł marcepanowy ptaszek pokryty czekoladą. Dobrze, że chociaż na zdjęciu ją mamy…

Nasz dzionek kończymy na dobrych, na prawdę dobrych drinkach wznosząc toast za Italię, wyjazd i za nas same. Każda z nas już wie, że to już tak na całe życie w nas zostanie.

Ten post ma 7 komentarzy

  1. Ania

    Uwielbiam Cię czytać. Czuję te klimaty: widoki, ciepło, smaki, śmiech…W Bergamo nie byłam, bo się nie złożyło. Może jeszcze kiedyś…

    1. Magda i Tomek

      Dziękuję, dziękuję:) Bergamo na jeden dzień na prawdę warto! Trzymam kciuki, niechaj się uda:)

  2. Anonim

    Piękne zdjęcia,cudne opisy, a dla mnie wspomnienia. Podobny program pobytu, z takimi samymi odczuciami , w towarzystwie mojej córki . Było cudnie ?. Tylko zamiast Werony jeden.dzien nad jeziorem Iseo. I to był dzień absolutnie magiczny, z podróżą powrotna

    1. Magda i Tomek

      Dziękuję, dziękuję! Warto takie przeżycia sobie zawekować, a potem w gorszym, zimniejszym czasie po prostu wrócić. Znowu powąchać, posmakować i powygrzewać się…
      Pozdrawiam serdecznie
      Magda

  3. Lidia

    Piękne zdjęcia,cudne opisy, a dla mnie wspomnienia. Podobny program pobytu, z takimi samymi odczuciami , w towarzystwie mojej córki . Było cudnie ?. Tylko zamiast Werony jeden.dzien nad jeziorem Iseo. I to był dzień absolutnie magiczny, z podróżą powrotna drogą wodną od miasteczka Lovere
    Dla nas jeszcze bardziej magiczne niż Como❤
    Polecam na kolejną wyprawę !

  4. Ela

    Kolejny raz wracam do bloga bo i mój wyjazd zbliża się w tempie prędkości światła, jeszcze tylko miesiąc i też będę w tych samych miejscach co Wy. Za każdym razem gdy czytam to czytam ciągle coś innego a przecież nie zmieniasz tekstu. Mieszkanie mamy wynajęte na Bergamo Alta czyli tam gdzie i tak warto/ trzeba być. Jutro zapewne przepytam Cię ze szczegółów ale dzisiaj biorę się jeszcze raz do czytania, Uwielbiam Twoje zapiski

Dodaj komentarz