Toskania 2023 – Wiemy, że życie nas nie mija- czyli słów kilka o cudzie Toskanii

Italia! Italia! I znowu tu jesteśmy! Ta cudna włoska niedokładność, upał niemiłosierny, „buongiorno” i „ciao” na każdym kroku, gwar i kawa, która nigdzie indziej na świecie nie smakuje lepiej. A teraz do tego doszły jeszcze najpiękniejsze i najbardziej romantyczne widoki Europy.

Cztery dni w ramach corocznej podróży poślubnej. Całe calusieńkie i tylko dla nas!

To nie będzie przewodnik po Toskanii na chwilę. Na pęczki takich i w każdym miejscu. To będą zapiski wrażeń, spostrzeżeń i zauroczeń. Tylko naszych. Nam ku pamięci, Wam ku zachęcie! Zapraszamy serdecznie. Rozgośćcie się i posmakujcie. Może i Wy nabierzecie ochoty!

No raczej nie ma innego wyjścia – najpraktyczniej jest przylecieć do Pizy. Tam przy okazji Krzywa Wieża, która notabene przy odchyleniu 4 metrów na prawdę jest krzywa. Tłumy ludzi od rana. Każdy próbuje wieżę chwycić do zdjęcia, pchać lub prostować. Nawet jak nie chcesz człowieku to i tak z tłumem idziesz i tę wieżę podtrzymujesz haha.

Obok wieży katedra i baptysterium. I nasz cudny Mitoraj, który na świecie porozrzucał swoje upadłe anioły. Całość na godzinkę. No może jeszcze pół. Chyba, że chcecie wejść do kościołów. Wtedy dłużej. My nie chcieliśmy. I to by było na tyle z Pizy. Więcej tam nie ma. Ale mimo wszystko pozycja obowiązkowa. Bo jak tu nie zobaczyć jednej z tych najsłynniejszych na świecie wież? Tym bardziej, że przecież po drodze!

 

A potem już pociągiem prosto do Florencji. I wspomnieć musimy, że pociąg, na którym wyświetlony jest napis Florencja, wcale do Florencji jechać nie musi. A że na rozkładzie peron piąty wyświetlone, wcale nie oznacza, że z drugiego peronu pociąg nie pojedzie. Eh cudownie włoski chaos komunikacyjny. Trzeba wrzucić na duży luz.

We Florencji odbieramy samochód i ahoj przygodo! My popodziwiać Toskanię przez chwilę chcieliśmy!

Nasza miejscówka to Siena. Każdemu polecimy. Co to za miasto… Co w nim za klimat. Ale po drodze mamy jeszcze cudowne San Gimignano- średniowieczny Manhattan. Miasto 72 wież. Kiedyś. Można nazwać je spokojnie ówczesnymi drapaczami chmur, żeby bardziej obrazowo dla współczesnych było.

Zasada była prosta- kto miał więcej kasy, wieżę sobie stawiał. Im wyższa, tym bardziej majętny właściciel. Oczywiście walory obronne też te wieże miały- żeby nie było. Ale przesadziły ludki i władze zrobiły z tym budownictwem na pokaz porządek. Zakazały stawiania większych wież niż ta miejska. No to nie było już jak bogactwa pokazać, więc przestali budować.

Dziś po tylu latach tylko nieliczne się ostały. W sumie 14. I to one tworzą niepowtarzalny obraz tego miejsca.

Wieże jak wieże, ale trzeba sobie w tym miasteczku pójść na rynek, zjeść podobno najlepsze lody we Włoszech- nawet im certyfikat nadali. A potem wejść na punkty widokowe i kosztować Toskanii. Ehh takie właśnie przywitanie z tymi pagórkami polecamy. Bajka. Bajka, która staje się na chwilę rzeczywistością.

Jadąc do Sieny trzeba jechać bocznymi drogami. Dla widoków w dolinie Val d’Elsa. Takich, że w pewnym momencie człowiek stwierdza, że nie da się tak po prostu zrobić zdjęcie wszystkiemu. I zaczyna się gapić. Czyli wchodzi w najpiękniejszy rodzaj zwiedzania- tego wszystkimi zmysłami.

 

I tak dojeżdżamy do Sieny- cudownie średniowiecznego miasteczka. Z cudownie wąskimi uliczkami. Wszystko przebija jednakże Piazza del Campo z ogromnym ratuszem, a przy nim wieżą. To właśnie w tym miejscu co roku organizowane jest słynne palio- zawody konne- waleczne popisy poszczególnych contrad- 17 dzielnic, z których każda sobie żyje swoim życiem, ma swoje symbole, flagi i zasady. Tym żyje Siena. A jeśli koni akurat na placu nie ma, to się na tym placu siedzi. Z butelką czegokolwiek. I tak w takim miejscu wszystko smakuje wybornie. To było piękne rozpoczęcie toskańskiej przygody.

 

Dodaj komentarz