„W żywe oczy” JP Delaney

Przeczytałam już „Lokatorkę” tej pani i byłam pod ogromnym wrażeniem. Wszyscy inni też poza moim mężem. Może to znak, że ona bardziej dla kobiet była? Mimo wszystko bardzo ją polecam, a Izie dziękuję, że mi ja pod nos podłożyła.

A teraz mam drugą książkę tej samej autorki. „W żywe oczy” przeczytana. Szybko przeczytana. A wrażenia? 
Po pierwsze- nie dla każdego. Nawet jeśli jest tam wątek erotyczny, to do romansidła jej daleko. Po drugie- jeśli ktoś sobie pomyśli, że to, co znamy z większości książek- trup w hotelu, mąż, który ma problemy z wiernością i młoda kobieta, z trudną przeszłością i jeszcze trudniejszą teraźniejszością, to już nie może nas zadziwić, to się zdziwi. Powiedziałabym, że na tym kończą się sprawdzone w innych thrillerach schematy. Wszystko inne to zagadka.

Sama zgłupiałam, co tu jest prawdą, a co fikcją. Ale ja do tych najbardziej wytrawnych spekulantek nie należę. A znam takich, którzy bardziej się znają. I oni też do końca nie wiedzieli.

I to chyba najlepsza rekomendacja- książka do samego końca nieprzewidywalna. Czyta się bardzo szybko i myślę, że więcej nie powinnam zdradzać, bo szkoda uprzedzać fakty. Polecam

Dodaj komentarz