„W trójkącie”

Surrealistyczna satyra na bogaczy. 

Ona jest influancerką. Pokazuje wszystkim swój nieprawdziwy świat. On modelem, ale takim sobie. Odsyłają go z castingów. Trójkąt smutku nad nosem im się u niego nie za bardzo podoba. Tworzą parę. Dogadują się średnio. On walczy o równość w związku.

Pewnego razu ona dostaje w prezencie pobyt dla dwojga na luksusowym jachcie. Trafiają do towarzystwa ludzi bardziej niż zamożnych. Poznają na przykład super bogatych Rosjan, którzy uważają, że mogą kupić wszystko i wszystkich, przemiłą parę, która dorobiła się na produkcji broni, samotnego milionera poszukującego bliskości.
Nad całością „czuwa” wiecznie pijany kapitan. A obsługę stanowią dobrze wyszkoleni ludzie z niższych sfer, którzy przede wszystkim mają się na wszystko godzić.

I staje się tak, że statek tonie. Przeżyją nieliczni, którzy trafiają na wyspę. Bezludną chyba. Bez pieniędzy, bo po co i skąd, ale ciągle jeszcze z przekonaniem o swojej wyjątkowości.
Nieuchronnie siły zaczynają rozkładać się zupełnie inaczej niż dotychczas.

I to jest zupełnie inny kaliber filmu. Nie dla wszystkich, bo odjechany miejscami nieźle. Długi- 2,5 h. Wiele zawiera w sobie, bo i trochę Tatantino i trochę Monty Pytona i trochę komedii i trochę dramatu. I w drugiej części fekalny humor, aż bardzo niesmaczny.

A jednak ogląda się bardzo dobrze. W wielu momentach z uśmiechem, choć patrząc na całość wcale śmieszny temat to nie jest. Ja bawiłam się dobrze. Moje towarzyszki kinowe również. I nie ukrywam, że trochę zajęło nam pogadanie o tym filmie. Jedno jest pewne- na dłużej pozostanie w pamięci.

Polecam, ale nie wszystkim. Sprawdźcie dla siebie.
Ocena:
8/10

Dodaj komentarz