Toskania 2023- Toskańska Val D’Orcia- tego nie da się odzobaczyć!!!

Drugiego dnia toskańskiej przerwy od codzienności, po pysznym śniadaniu włoskim w jednej z licznych sieńskich „śniadodajni” i kawie wypitej- a jakże! na placu il Campo, wyjeżdżamy z Sieny w stronę cyprysów, pagórków i dolin wszelakich. 

Nie żadną główną drogą, bo z niej też wprawdzie widać, ale to nie to nie to samo, co wjechać w sam środek doliny Val D’orcia i stać się jej częścią. Droga szutrowa, widoki nieziemskie. I jakby ktoś z Was pomyślał, że Toskania to tylko zielone pagórki, to informujemy, że to też obrazy iście księżycowe. I księżycowo piękne. Crete Senesi na południowych krańcach prowincji Siena. To tutaj znajduje się jedyna we Włoszech pustynia, zwana Deserto di Accona. Jest pagórkowato i brązowo-zielono. Mało roślinności, za to są cyprysy, które przecież w Toskanii zachwycają przede wszystkim. Zresztą ten dzień taki właśnie jest- pełen zachwytu i spostrzeżeń na niezbyt wysokim poziomie w stylu: „A tam widziałeś/-aś?”, „Ale tu pięknie”. No ewentualnie: ” Ale czad”! Przytyka człowieka i tyle.

Mijamy wiele malutkich, cudnych miejscowości. Krajobraz zmienia się na bardziej zielony. Przejeżdżamy przez Montalcino- serce wina Brunello. Ale pierwszy nasz większy cel i na dłuższą chwilę to Pienza. Miasteczko papieża Piusa II- można spokojnie powiedzieć. To właśnie on sporo kasy załatwił, aby zarobić z niego miejscówkę marzeń. Zresztą z takimi widokami to niezbyt skomplikowane. Natura zadbała o to, co w tym miejscu najważniejsze i najpiękniejsze. Ale Pienza to też stolica sera Pecorino. Nawet lody tutaj są o tym smaku. Chyba nie chcieliśmy próbować…

Miasteczko ukwiecone bardzo, z punktami widokowymi na Dolinę Val D’Orcia i trzema bocznymi uliczkami, w które trzeba wejść, bo to niejaka Via dell Amore- tłumaczyć nie trzeba, Via della Fortuna- podobnie nazwa zrozumiała i trzecia to Via del Bacio, czyli Ulica Buziaków.

A najsłynniejszy widok? No przecież to ta ścieżka, którą Gladiator podążał do domu swego. I oczywiście gdyby to wszystko było w Niemczech, to mielibyśmy milion drogowskazów, wybrukowaną ścieżkę prowadząca prawie że na środek pola, platformę z napisem: „Tu zrób zdjęcie”. Ale jesteśmy we Włoszech. Nie ma nic. Jak se znajdziesz, to se w to zboże pójdziesz. A że wydeptane, to chyba warto w tym miejscu zdjęcie zrobić. My tam znaleźliśmy! Współczesny Gladiator w zbożu się odnalazł znakomicie:)

Jedziemy dalej do najwyżej położonej miejscowości toskańskiej Montepulciano. Tu trzeba podejść trochę pod górkę, albo podjechać windą. I to tutaj kręcono sagę „Zmierzch”- taka ciekawostka dla zainteresowanych. W Montepulciano skosztujemy słynnych win, które kupimy nie tylko w sklepach z winami, ale również winiarskich outletach. A sposób na to miasteczko to proste gubienie się w uliczkach, wracanie do tych, na których już byliśmy, wejście na punkty widokowe. Przysiadanie i gapienie się. 

To był piękny dzień. Na głębszym wdechu. W zauroczeniu. Widoki, które pozostaną z nami na zawsze. Bo tego, co zobaczyliśmy, nie da się odzobaczyć.  

Dodaj komentarz