Toskania 2019 – czyli III Babski Wylot FLORENCJA

III Babski Wylot- czyli wycisnąć 100% Toskanii z Toskanii
 
Dzień II- Florencja
 
Zaniemówiłam. Dosłownie. Po prostu drugiego dnia wycieczki straciłam głos. A dużo miałam do powiedzenia…. I tak przez osobistą tłumaczkę, której szeptałam, co chciałam przekazać, komunikowałam się ze światem. Dla kogoś, kto lubi i musi gadać- horror w najczystszej postaci. Więc teraz napiszę choć część tego, czego nie mogłam wypowiedzieć.
 
Żeby w ogóle mówić o Florencji trzeba wiedzieć kim byli Medyceusze. Bez ich mecenatu Florencja nie wyglądałaby tak jak dzisiaj, a i wiele dzieł sztuki wyjechałoby z tego miasta w świat. Kiedy umierała ostatnia z rodu płakała cała Florencja- nie że ją lubili jakoś specjalnie, ale z radości, bo cały swój potężny majątek zapisała miastu i zagwarantowała, że zostanie w nim już na zawsze. Medyceusze byli swego czasu najważniejsi. Byli bankierami- pożyczali pieniądze nawet papieżom uzależniając ich od siebie, byli politykami, hulaszczami, a większość również nieudacznikami. W swoich szeregach mieli nawet papieży. Posądzeni o piractwo, oszustwo- mało nie doprowadzili do bankructwa Watykanu. Można napisać dużo dobrego i dużo złego, chyba nawet więcej złego, ale lubili sztukę i wspierali artystów. I gdyby nie ich wsparcie taki Michał Anioł czy Leonardo da Vinci nie potworzyli by sobie. Wielu innych też. I dlatego trzeba wiedzieć kim byli. Po prostu. Jest nawet serial o tym wielkim i niezwykłym rodzie: „Medyceusze. Władcy Florencji”. Nie oglądałam, ale chyba się skuszę.
 
Największa artystyczna „skaza” na wizerunku Florencji związana jest z Dante Alighierim, słynnym autorem „Boskiej Komedii”. Urodził się we Florencji i był bardzo silnie związany z miastem. Udzielał się intensywnie w życiu politycznym, ale w czasie walk o władzę opowiedział się nie po tej stronie, co trzeba i został wygnany z miasta. Mógłby wrócić, gdyby zapłacił grzywnę, ale tego nie uczynił. Skazano go na dożywotnie wygnanie i spalenie na stosie w razie powrotu do miasta. Do końca swoich dni marzył o powrocie do Florencji, ale nie było mu to dane. Zmarł w Rawennie, gdzie tworzył przez ostatnie lata życia (to tam właśnie napisał „Boską Komedię”). Wieki później Florencja przypomniała sobie o swoim obywatelu, którego tak potraktowała. Wielokrotnie próbowano sprowadzić do Florencji szczątki Dantego, ale Rawenna odmawiała. A gdy przeniesienie grobowca nakazał papież, mnisi z Rawenny ukryli szczątki artysty w… murach własnego klasztoru. We florenckiej bazylice Santa Croce wybudowano nawet grobowiec dla Dantego – ale do dziś stoi on pusty – Dante Alighieri nadal spoczywa w Rawennie.
To tak ogólnie o faktach, które nas poruszyły na wstępie.
 
Nasz pierwszy przystanek to Katedra Santa Maria del Fiore (Katedra Matki Boskiej Kwietnej). Największy zabytek miasta. Powalający wielkością- 153 metry długości, 38 metrów szerokości i aż 90 metrów wysokości. Powstała wokół istniejącego kościoła, w którym pomimo trwającej budowy jeszcze przez około 80 lat odprawiane były msze.
Największą trudnością na jaką napotykali konstruktorzy było wzniesienie i zaprojektowanie jej kopuły. Nagłówkowali się oni wszyscy niemało. Gdy był już gotowy ośmioboczny bęben, na którym miała spocząć potężna czasza, pojawił się poważny problem. Okazało się, że kopuła jest zbyt wielka i nie da się jej podnieść przy pomocy tradycyjnych rusztowań. Poszukując nowych rozwiązań rozpisano konkurs na projekt, a jego zwycięzcą został Filippo Brunelleschi (nazwisko warte zapamiętania, bo natworzył człek w tej Florencji….), znany dotąd jako złotnik i rzeźbiarz. Już w trakcie prac okazało się, że jako członek cechu złotników Brunelleschi nie ma uprawnień do prowadzenia robót budowlanych, więc artysta trafił do więzienia.
Na szczęście przyjęto go szybko do cechu murarzy, co pozwoliło odzyskać mu wolność i kontynuować prace. Kopuła ma 107 m wysokości oraz 45,5 m rozpiętości! I robi niesamowite wrażenie.
 
Przed katedrą Matki Boskiej Kwietnej znajduje się budynek baptysterium. To miejsce, gdzie odbywały się chrzty. Starsze niż Katedra. We wnętrzach- kilka bardzo starych grobowców, ale najważniejszym z punktu widzenia historii sztuki elementem budowli są… drzwi. Drzwi Raju- pozłacane drzwi ze scenami ze Starego Testamentu.
A jeśli ktoś chciałby podziwiać panoramę starej Florencji, może wejść na wysoką niemal na 85 m (400 stopni), stojącą tuż obok świątyni tzw. „Dzwonnicę Giotta”, nazwanej tak od nazwiska pierwszego budowniczego wieży.
My nie wchodzimy- ruszamy dalej. Przed nami Piazza della Signoria- Plac Pomników- najważniejszy plac w mieście, otoczony licznymi pałacami i zdobiony rzeźbami. To tutaj stoi dzieło „Dawid” Michała Anioła, a właściwie jego kopia. Analizujemy każdy szczegół anatomiczny Dawida. Nie będę cytowała wypowiedzi przez szacunek ogromny do czytających haha.
Najważniejszą i najbardziej charakterystyczną budowlą na placu jest Palazzo Vecchio- Stary Pałac- trzy kondygnacje i wysoka na ponad 90 metrów wieża z tarasem. Obok Starego Pałacu oglądamy Fontannę Neptuna, a już za chwilę dużo, dużo więcej pomników. Natchnieni i uduchowieni stwierdzamy, że oto nastał czas na kawę w tak urokliwych okolicznościach przyrody.
 
Po krótkiej przerwie udajemy się do słynnego dzika Porcellino, którego trzeba pogłaskać w ryjek, żeby wrócić do Florencji. Albo mieć szczęście. Interpretacji mnóstwo. Widzieliście Mona Lisę malowaną na asfalcie? Niedaleko Porcellino natrafiamy na miejsce, gdzie obrazy tworzą się na żywo. Przystajemy oczarowani.
Po chwili udajemy się w stronę Mostu Złotników- Ponte Vecchio. Most z XIV w na rzece Arno. To taki most nie most, bo można nie zauważyć, że właśnie się na niego weszło. Dwupoziomowy. Początkowo na moście handlowano rybami i mięsem. Ponieważ śmierdziało, usunięto ich wszystkich i wprowadzono nań złotników. Do dziś tam są. Można stracić fortunę, albo porwać się na romantyzm Drodzy Panowie!!! Legenda mówi, że to właśnie na Moście Złotników powstało pojęcie bankructwa. W średniowieczu handlarze sprzedawali swoje dobra na stołach wystawionych przed kramami na moście. Gdy kupiec nie był w stanie regulować swoich długów, żołnierze niszczyli stoły przed jego kramem. „Banco” to ławy, na których wykładano towary, „rotto” oznaczało ich łamanie. „Banco rotto”, czyli złamany stół, prawdopodobnie jest pierwszą wersją określenia bankructwa. Kupiec bez stołów nie był w stanie dalej handlować i kończył działalność, zwalniając miejsce dla innych.
 
Idziemy dalej w stronę Pałacu Pitti- to druga bardzo ważna i majętna rodzina florencka. Równa dumą i ambicjami Medyceduszom, ale niestety nie dali im rady. Przepiękny i przeogromny Pałac, a plac przed nim aż prosi się, żeby na nim poleżeć i pogapić się na ludzi. Słońce rozleniwia ewidentnie. Musimy się podnieść, bo przed nami ogrody Boboli. Takie bardzo włoskie. To znaczy bardzo naturalne miejscami chciałoby się powiedzieć haha. Marzy nam się kawa. Na planie ogrodów znajdujemy Kaffeehaus, więc idziemy podelektować się włoskim naparem. Jak się okazuje nazwa wcale nie musi oznaczać, że będzie tam kawa. Ba- nazwa wcale nie musi oznaczać, że będzie można tam kupić cokolwiek do picia. Ehh Włosi są cudni… I tacy dwuznaczni…
 
Słońce jeszcze walczy, ale za chwilę będzie chyliło się ku zachodowi. Postanawiamy przeżyć ten moment w najlepszym miejscu do podziwiania panoramy zabytkowej Florencji- Piazzale Michelangelo- Plac Michała Anioła. Kupujemy pizzę i z winkiem i kubeczkami (w każdym barze mają przygotowane haha) wspinamy się na wzgórze. Tłumy turystów też z winkiem, muzycy, stragany i powalający widok na Florencję. „Chwilo trwaj!”- ciśnie nam się na usta.
Przed nami wieczorna Florencja. Klimatyczna i urokliwa. To był wspaniały dzień.

Dodaj komentarz