„Claude pyta, czy kiedy zostanie dziewczyną naukowcem, będzie mógł nosić sukienkę pod fartuchem.(…) Spytałem, czemu chce być dziewczyną naukowcem, a nie po prostu naukowcem.
– Co odpowiedział?
-Żeby móc nosić sukienkę pod fartuchem.”
Claude ma pięć lat. Ma czterech braci, lubi opowieści taty i chce zostać dziewczynką. Potrzeba dojrzewa z nim i w nim nawet nie stopniowo. On po prostu wie i zaczyna wdrażać swój plan w życie przy pełnym poparciu rodziców, którzy nie do końca wiedzą, czy tą tajemnicą można dzielić się z innymi. Nikt nie napisał poradnika, jak zachowywać się mając takie dziecko. Więc działają mając przekonanie, że to co robią jest najlepsze dla ich dziecka.
Książka o strasznie trudnym życiu dzieci transgenderowych i ich rodzin. O braku akceptacji i ciągłym poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „Kim tak naprawdę jestem?” 460 stron, których nie czyta się jednym tchem, bo to nie jest książka akcji, tylko powieść obyczajowa, ale obrazujących tyle dylematów rodzin wychowujących dzieci, które czują, że ich płeć, to nie jest ich płeć, że bardzo nam przez to otwiera oczy.
Nie polecam osobom szukającym szybkiego rozwoju wydarzeń w książce, bo tutaj nie ma prędkości. Nie polecam osobom nietolerancyjnym, bo nie zrozumieją postępowania rodziców i wzbudzi to ich irytację. A wszystkim innym, którzy chcą pokłonić się nad taką problematyką, polecam. Na dłuższe, powolne czytanie.
Dodam tylko, że autorka nie opiera powieści na przeżyciach własnych, jedynie motyw przewodni jest jej bliski. Bo jej dziecko było chłopcem, a teraz jest dziewczynką.
