Szlakiem czarownic, czyli krótki przystanek w Strzelcach Krajeńskich

Te biedne kobiety zwane były czarownicami za brak subordynacji, za to, że ktoś tam je niespecjalnie lubił, albo podejrzewał, że do zupy coś magicznego dodały, a jak ziół używały i leczyć umiały to już w ogóle miały przechlapane. A wszystkie ich zachowania wynikały z kontaktu z siłami nieczystymi, albo po prostu z diabłem. Palono je na stosach właśnie w Strzelcach Krajeńskich. Facetów też o kontakty z czarnymi siłami posądzano. Ale im się częściej upiekło. Bo różne koneksje mieli i w życiu jakby dużo łatwiej.

Przechowywali je podobno najpierw w Wieży/Baszcie Czarownic, a potem brali na przesłuchanie z torturami. Miało zakończyć się oczywiście przyznaniem się do czarów. A tortury różne były, bo i nakłuwali je w różnych miejscach i z nogami związanymi do wody wrzucali. Jak utonęła to przecież skubana winna była. Trochę ich życie tutaj straciło. 

I tak będąc przypadkiem w Strzelcach postanowiliśmy pójść sobie czarowniczym śladem. Bo kilka całkiem fajnych Czarownic tam stoi. Każda symbolizuje coś innego. Samo szukanie ich to już odkrywanie miasta. Spotkaliśmy na swej drodze więc tą pierwotną na miotle umieszczoną na Baszcie Czarownic, Czarownicę Tułaczkę, a obok niej Studnię Czarownic, czarowniczkę z telefonem, Kolarkę, Wiolonczelistkę i Artemidę z psem. 

A przy okazji przeszliśmy się wzdłuż murów obronnych (ponad 1,5 km), odkryliśmy strzeleckie murale i zajrzeliśmy nad jeziora Górne i Dolne. A i jeszcze zjedliśmy lody, bo okazji sporo.

Chyba zostaje mi tylko polecić krótki STOP w tym miejscu.

Dodaj komentarz