„A góry są po to na tym świecie postawione, żeby po nich chodzić, a nie bić łbem o skałę, bo skała twardsza”
Idąc w ślady za tym bądź co bądź całkiem mądrym cytatem wyruszamy z samego rana za naszą zachodnią granicę do Saksonii Szwajcarskiej pochodzić sobie po Górach Połabskich. To może tak bardziej dokładnie. Naszym celem jest Bastei, czyli baszta po naszemu, skalny most i park skupiający różne, różniste formy skalne. Imponujący dodam. Naturowo a jakże, ale powierzchniowo- no można tutaj spędzić dużo więcej niż dzionek- 400 km szlaków i 50 km ścieżek rowerowych.
Pada. I to porządnie. A parking pełny. Ludzi nie odstrasza deszcz. Wygrzebujemy się z naszych samochodów i pod parasolami, a jednak ze słoneczną nadzieją w sercach idziemy na ten osławiony most. Od parkingu to tylko 10 min. 10 min. w ciągu których z ulewy robi się mżawka, aż w końcu spadają tylko pojedyncze krople.
Jeżeli to miejsce, ten most widziany z pierwszego punktu widokowego, te skały dookoła tak zachwycają we mgle, to jak to jest, jak jej nie ma? Człowiek musi chyba bardzo głęboko oddychać, żeby to piękno jakoś pojąć.
Kilka słów o moście. W końcu to on swoim urokiem przyciąga najbardziej. Najpierw był drewniany, na wysokości 110 m. Tak go oblegali, w dużej mierze artyści, którzy natchnienia potrzebują, a tutaj go w każdym centymetrze w nadmiarze, że musieli go przebudować. Teraz ma 76 m długości i z jednej spogląda na przepięknie wijącą się Łabę, z drugiej na przepiękne formacje skalne. Jest częścią tzw. Malerweg, malowniczej ścieżki malarzy wijącej się wzdłuż najpiękniejszych miejsc parku.
Można sobie wejść i tu i tam i zboczyć z drogi w mniejsze ścieżynki i płacąc 2,5 EUR wstępu wejść do ruin zamku. Na obejrzenie tego, co przy moście wystarczą 2 h.
A potem trzeba udać się kawałek dalej- do wąwozu Schwedenlöcher, przetłumaczę od razu, bo po co się wysilać z wymową- szwedzkie dziury. Jeśli ktoś był w skalnym mieście, to tutaj bardzo podobnie. Przepiękny, omszony, tajemniczy. Tylko, jest jedno ale… Inaczej mówi się na to miejsce: wąwóz 900 schodów. To ważne z której strony wejdziecie. Jeśli od strony parkingu- idziecie w dół, jeśli od strony Bastei- no cóż w górę. Decydujcie sami. Jeśli w dół, to przecież i tak trzeba podejść pod parking, więc wspinaczka Was nie ominie. Nie będę cytowała moich współtowarzyszy, kiedy po wyjściu z wąwozu pojęli, że aby dojść do samochodu trzeba przeżyć niezłą górską wędrówkę…. Ale jakaż była ich duma u celu… To jest tak cholerne zmęczenie i tyle endorfin, że w zasadzie żadna inna rekomendacja tutaj niepotrzebna. Pakujcie plecaki i w drogę.
Całkiem praktycznie teraz: od tego miejsca do domu mieliśmy 3,5 h, więc najlepiej dzień wcześniej gdzieś przy granicy znaleźć sobie nocleg. Parking: są dwa. Warto podjechać na samą górę. Ale jeśli staniecie na tym pierwszym, to jest to odległość 3 km. Szkoda czasu na wędrówkę, można podjechać autobusem. Chyba 1,5 EUR/osoba. Parking powyżej 3h to koszt 7 EUR. Wstęp do parku darmowy, wstęp na ruiny zamku 2,5 EUR/dorosły. Na miejscu toalety, budki ze słodyczami, bratwurstami i innymi przysmakami. Nie zagłodzimy się. Widoki warte więcej niż każde pieniądze.
Nawiązując do cytatu na wstępie: głowa cudownie przewietrzona, stan pustogłowia osiągnięty. Towarzystwo cudowne i roześmiane. Czy coś więcej od życia nam potrzeba? I na sam koniec dodam: jestem dumna z naszej młodzieży- dali radę! Kocham ich wszystkich jak własne
My wrócimy kiedy będzie trochę więcej słońca, żeby jeszcze raz zobaczyć to cudo w innym świetle, ale też pojechać do zamku Königsburg, którego niestety czasowo nie ogarnęliśmy.
To był piękny dzień:)
Ściskam
Magda







































