Trzy godziny lotu i o godzinę młodsza. I czy nie można od razu poczuć się lepiej? Fajnie jest cofnąć czas na zegarku. Portugalia. A dokładniej: Porto i okolice. Taka bajka na dłuższą chwilę.
Zapraszam na krótką wyprawę ku słońcu, gdzie duża woda jest na prawdę duża, kolory widzi się jakoś bardziej intensywnie, a okoliczności natury wciągają i nie chcą wypuścić.
To nie będzie przewodnik. Wszystko można znaleźć w necie bez problemu. Opis każdego miejsca i każdej atrakcji. To będzie subiektywne do bólu zebranie wrażeń, odczuć, chciejstwa i lubości. Porto widziane oczami sześciodniowych turystek.
Portugalia była dla mnie do tej pory nostalgią lizbońskiej Alhambry, kogucikiem na fartuszku kuchennym i domami wyłożonym pięknymi płyteczkami. I jeszcze lewadami Madery i wszechobecną melodią fado.
Czy ten wyjazd zmienił cokolwiek w postrzeganiu tego kraju? Nie. Ale dużo dodał nowego. Dodał z jednej strony piękna, z drugiej zaś kilka kolejnych znaków zapytania. I dobrze, bo to znaczy, że trzeba tu wrócić po więcej.
No dobra. Od początku. Właśnie wylądowałyśmy w Porto! Najpierw i tak trzeba dojechać z lotniska do centrum. Proste jak barszcz, bo jest metro. No i właśnie tutaj kończy się transportowa część prosta. Bo trzeba jeszcze umieć kupić bilet. Tzn. kartę, którą doładowuje się w zależności od strefy do której jedziemy. Niby filozofia żadna, a kolejka masakryczna. Wszyscy się gubią. Jeśli znajdziemy język angielski i biletomat będzie chciał z nami komunikować w tym języku, to już trochę jesteśmy do przodu. Jeśli nie, to sorry czekamy na jakąś dobrą duszyczkę, która nam pomoże lub szukamy filmików w internecie. Na prawdę są takie, gdzie turyści pokazują o co chodzi w tym systemie. Nam udało się dobrnąć do maszyny biletowej po godzinie. Na szczęście po obejrzeniu filmu i podglądaniu jak inni to robią.
Ale to wszystko staje się już za chwilę jest nieważne. Na prawdę. Wystarczy, że znajdziesz się w centrum, staniesz przed ratuszem, zajdziesz na kawę do McDonald’s, który mieści się w jakimś starym, cudownym budynku. A potem wejdziesz na dworzec Sao Bento, bo nie wiedziałeś, że może być tak dostojnie, wykafelkowany dworzec.
I dalej pójdziesz kolorowymi uliczkami do katedry z widokiem takim, że ehh. Ostrzegam- krużganki, zatrzymają Cię na dłuższy, dużo dłuższy czas. I to pierwsze zaintrygowane spojrzenie na drugą stronę rzeki. Tej, która rządzi wszystkim- Douro.
Rzekę chwilowo odpuszczamy, mimo, że kusi. Przed nami ogromne ściany wypełnione niebiesko- białymi płytkami. I tylko człowiek przy nich taki jakiś mały. A potem jeszcze ogrom w pozłacanym drzewie, czyli kościół Franciszka. Szaleństwo. Bogactwa, wielkości, tworzenia.
To było może i górnolotne, ale kurcze piękne. Porto jest wymagające, bo szybko zawłada wszystkimi zmysłami. Wszechobecna muzyka, artyści uliczni jakości najwyższej. Zapachy jedzonka i kusząca wszystkich francesihna (francuzeczka), której choćbym chciała nie polecę. Dwa tosty i kupa mięsa, kiełbasek, obłożone to żółtym serem i polane sosem piwnym- tłumacząc wprost- taki nasz sos gołąbkowy. W wersji hardcorowej na wierzchu jajko, a pod spodem frytki. Jedzą to wszyscy i wszędzie, więc my też. Brr. Tłuste i mega sycące. Więcej wrażeń smakowych brak.
I to jest ten czas na pierwszy łyk porto w Porto i to uczucie- że to pisane małą literą chyba jednak nie dla mnie – za słodkie i za mocne. Za to Porto to pisane wielką literą to już zdecydowanie moja bajka.
Uff na pierwszy dzień wystarczy!


































Zgadzam się prawie ze wszystkim, zwłaszcza jeśli chodzi o francesihnię (obrzydliwa!), o klimat Porto (bajka!). Dlaczego „prawie”? Bo porto w płynie ma różne smaki od bardzo słodkiego do wytrawnego. To lubię!
Oczywiście, że porto ma różne oblicza.Ale to pierwsze dla mnie było za słodkiego mocne.przy portugalskim białym winie dostałam haha
Największym zaskoczeniem dla mnie było brak zadbania o to co posiadają. Kilka metrów od głównego szlaku turystycznego , głównej ulicy zarwane dachy, sypiące się fasady. Nie wiem czy wynika to z biedy czy z południowego charakteru mieszkańców ale trzeba się spieszyć z wizytą w Porto bo być może za kilka lat nie będzie już wielu perełek
Tak Porto nie wszędzie jest aż tak bardzo urokliwe.Ale dużo renowacji budynków już w trakcie.Myślę, że tak jak piszesz. Elu trzeba się spieszyć z odwieszeniem tego miejsca, bo za chwile może już nie być tego klimatu…