Portugalia 2022, Porto w Porto, czyli szybki pomysł na o godzinę młodszą ja

Trzy godziny lotu i o godzinę młodsza. I czy nie można od razu poczuć się lepiej? Fajnie jest cofnąć czas na zegarku. Portugalia. A dokładniej: Porto i okolice. Taka bajka na dłuższą chwilę. 

Zapraszam na krótką wyprawę ku słońcu, gdzie duża woda jest na prawdę duża, kolory widzi się jakoś bardziej intensywnie, a okoliczności natury wciągają i nie chcą wypuścić. 

To nie będzie przewodnik. Wszystko można znaleźć w necie bez problemu. Opis każdego miejsca i każdej atrakcji. To będzie subiektywne do bólu zebranie wrażeń, odczuć, chciejstwa i lubości. Porto widziane oczami sześciodniowych turystek. 

Portugalia była dla mnie do tej pory nostalgią lizbońskiej Alhambry, kogucikiem na fartuszku kuchennym i domami wyłożonym pięknymi płyteczkami. I jeszcze lewadami Madery i wszechobecną melodią fado.

Czy ten wyjazd zmienił cokolwiek w postrzeganiu tego kraju? Nie. Ale dużo dodał nowego. Dodał z jednej strony piękna, z drugiej zaś kilka kolejnych znaków zapytania. I dobrze, bo to znaczy, że trzeba tu wrócić po więcej.

No dobra. Od początku. Właśnie wylądowałyśmy w Porto! Najpierw i tak trzeba dojechać z lotniska do centrum. Proste jak barszcz, bo jest metro. No i właśnie tutaj kończy się transportowa część prosta. Bo trzeba jeszcze umieć kupić bilet. Tzn. kartę, którą doładowuje się w zależności od strefy do której jedziemy. Niby filozofia żadna, a kolejka masakryczna. Wszyscy się gubią. Jeśli znajdziemy język angielski i biletomat będzie chciał z nami komunikować w tym języku, to już trochę jesteśmy do przodu. Jeśli nie, to sorry czekamy na jakąś dobrą duszyczkę, która nam pomoże lub szukamy filmików w internecie. Na prawdę są takie, gdzie turyści pokazują o co chodzi w tym systemie. Nam udało się dobrnąć do maszyny biletowej po godzinie. Na szczęście po obejrzeniu filmu i podglądaniu jak inni to robią.

Ale to wszystko staje się już za chwilę jest nieważne. Na prawdę. Wystarczy, że znajdziesz się w centrum, staniesz przed ratuszem, zajdziesz na kawę do McDonald’s, który mieści się w jakimś starym, cudownym budynku. A potem wejdziesz na dworzec Sao Bento, bo nie wiedziałeś, że może być tak dostojnie, wykafelkowany dworzec.

I dalej pójdziesz kolorowymi uliczkami do katedry z widokiem takim, że ehh. Ostrzegam- krużganki, zatrzymają Cię na dłuższy, dużo dłuższy czas. I to pierwsze zaintrygowane spojrzenie na drugą stronę rzeki. Tej, która rządzi wszystkim- Douro.

Rzekę chwilowo odpuszczamy, mimo, że kusi. Przed nami ogromne ściany wypełnione niebiesko- białymi płytkami. I tylko człowiek przy nich taki jakiś mały. A potem jeszcze ogrom w pozłacanym drzewie, czyli kościół Franciszka. Szaleństwo. Bogactwa, wielkości, tworzenia.

To było może i górnolotne, ale kurcze piękne. Porto jest wymagające, bo szybko zawłada wszystkimi zmysłami. Wszechobecna muzyka, artyści uliczni jakości najwyższej. Zapachy jedzonka i kusząca wszystkich francesihna (francuzeczka), której choćbym chciała nie polecę. Dwa tosty i kupa mięsa, kiełbasek, obłożone to żółtym serem i polane sosem piwnym- tłumacząc wprost- taki nasz sos gołąbkowy. W wersji  hardcorowej na wierzchu jajko, a pod spodem frytki. Jedzą to wszyscy i wszędzie, więc my też. Brr. Tłuste i mega sycące. Więcej wrażeń smakowych brak.

I to jest ten czas na pierwszy łyk porto w Porto i to uczucie- że to pisane małą literą chyba jednak nie dla mnie – za słodkie i za mocne. Za to Porto to pisane wielką literą to już zdecydowanie moja bajka.

Uff na pierwszy dzień wystarczy!

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Ania

    Zgadzam się prawie ze wszystkim, zwłaszcza jeśli chodzi o francesihnię (obrzydliwa!), o klimat Porto (bajka!). Dlaczego „prawie”? Bo porto w płynie ma różne smaki od bardzo słodkiego do wytrawnego. To lubię!

    1. Magda i Tomek

      Oczywiście, że porto ma różne oblicza.Ale to pierwsze dla mnie było za słodkiego mocne.przy portugalskim białym winie dostałam haha

  2. Ela

    Największym zaskoczeniem dla mnie było brak zadbania o to co posiadają. Kilka metrów od głównego szlaku turystycznego , głównej ulicy zarwane dachy, sypiące się fasady. Nie wiem czy wynika to z biedy czy z południowego charakteru mieszkańców ale trzeba się spieszyć z wizytą w Porto bo być może za kilka lat nie będzie już wielu perełek

    1. Magda i Tomek

      Tak Porto nie wszędzie jest aż tak bardzo urokliwe.Ale dużo renowacji budynków już w trakcie.Myślę, że tak jak piszesz. Elu trzeba się spieszyć z odwieszeniem tego miejsca, bo za chwile może już nie być tego klimatu…

Dodaj komentarz