Myślę, że zwiedzanie z dziećmi jest dużo trudniejsze niż z dorosłymi. I za takim i takim zwiedzaniem musi kryć się historia- najważniejsze, żeby dobrze opowiedziana, ale na zwiedzanie z dziećmi trzeba przygotować się sto razy lepiej z tej historii. A nasz plan na drugi dzień w Paryżu pęka w szwach…. Wielka próba z opowiadania historii….
Naszą wędrówkę rozpoczynamy nie inaczej tylko ponowną wizytą na Mont Montmartre. Tym razem w pełnym słońcu. Artyści tworzą, muzycy- muzykują-cudowna atmosfera.
Metrem przemieszczamy się w stronę Luwru. Kolejki niesamowite, bo przy każdym zabytku oprócz tego, że trzeba nabyć bilety, najpierw trzeba przejść kontrolę bezpieczeństwa. Otworzyć torby, plecaki itd., co oczywiście opóźnia wszystko i wydłuża kolejki. Dzielnica królewska mieszcząca w sobie trzecie największe muzeum świata oferuje wszystko. Można tu podziwiać „Wenus z Milo”, zbiory starożytnego Egiptu, malarstwo z wszystkich krańców świata. 60 tyś. m2 powierzchni wystawowej. Podobno istnieje coś takiego jak „syndrom Stendhala”, którego ofiarą padają co niektórzy turyści zwiedzający Luwr. Ilość i wielkość arcydzieł przyprawiać może mianowicie oglądających o zawroty głowy, osłabienie i palpitacje serca. Pierwszy opisał te objawy Stendhal, stąd też taka nazwa syndromu. Nie wchodzimy do środka, nie odczuwamy syndromu, ale zachwyceni jesteśmy i owszem mimo ogromnej ilości turystów.
Przez bramę w formie łuku triumfalnego udajemy się do ogrodów Tuileries. I tutaj postanawiamy trochę popiknikować. Żeby było jasne- nie jesteśmy jedyni oczywiście. Ogrody to takie wielkie muzeum na świeżym powietrzu poświęcone rzeźbie. W zakamarkach postawiono prawie 100 rzeźb i 3 tyś. krzeseł, żeby je podziwiać. A 16 ogrodników sadzi co roku 60 tyś. kwiatów na klombach. Na dłuższą przerwę – jak znalazł.
Po jakiejś godzince wyruszamy brzegiem Sekwany w stronę Notre- Dame. Mijamy bukinistów, którzy swe budki z książkami porozstawiali przy nadbrzeżu. Od XVI wieku ciemnozielone budki są stałym elementem paryskiego krajobrazu. Zbite z prostych desek, głębokie na 20 cm, wysokie na 1,10 m, nie mogą zasłaniać widoku na Sekwanę. Stare mapy, widokówki, plakaty i przede wszystkim książki. Do tego gadżety dla turystów. Bukinista to oficjalnie zarejestrowany zawód. Co roku władze miasta wydają 245 odnawialnych koncesji.
Wreszcie jest i ona. Z daleka niby nie zmieniona, podchodząc nieco bliżej widać zabezpieczenia i szkody wyrządzone przez pożar. Katedra Notre- Dame. Łezka w oku się zakręca. Podejść całkiem bliżej nie można, bo wszystko jest odgrodzone, a policja pilnuje.
Dopada nas ogromy głód, więc przechodzimy na drugą stronę do Dzielnicy Łacińskiej – uniwersyteckiego centrum Paryża. To miejsce przepełnione nauką- Sorbona, religią- niezliczona ilość kościołów oraz maleńkimi kafejkami oferującymi różnorakie jedzenie. Tu mieści się Pantenon i pochowana w nim Maria Skłodowska- Curie. Cudowny klimat i pyszne jedzenie.
Po obiedzie nasze kroki kierujemy do Centrum Pompidou. To taki awangardowy budynek- centrum sztuki współczesnej. Projekt wybrany spośród 700 złożonych, miał wywołać zamieszanie. Wszystko, co można było wyrzucono na zewnątrz budynku. Dlatego widzimy stalowe elementy konstrukcyjne, instalacje, ciągi komunikacyjne, podobnie jak windy i schody. Trzeba zobaczyć. Obok olbrzymia fontanna Strawińskiego z różnymi dziwacznymi stworami. Kolorowo i ciekawie.
Dalsze kroki kierujemy w stronę dzielnicy LGBT. Tutaj dopiero jest kolorowo. Tutaj nawet nazwy ulic są kolorowe. Przy okazji duża lekcja tolerancji dla dzieci.
Dochodzimy do ratusza. I tutaj coś, co wszystkim nam spodobało się równie mocno. Plac wokół ratusza żyje, żyje i jeszcze raz żyje, bo utworzono przed nim boisko do siatkówki. Dużo ludzi, którzy chcą grać, poza tym artyści uliczni. Klimat rewelacyjny.
Do domu wracamy metrem, które jeździ bezobsługowo- nie ma kierowcy. Duże wrażenie i zaciekawienie dzieci. Na tym nie kończymy jeszcze dnia, bo wieczorem wybieramy się na Pola Marsowe, aby posiedzieć pod Wieżą Eiffla, a potem przeżyć Paryż nocą.
Ale wrażeń jak na jeden dzień…… Mimo obaw dzieci doskonale dały radę, co nie zmienia faktu, że wracając do domu ok. 1.00 wszyscy czujemy się wspaniale zmęczeni….






























