Park Narodowy „Ujście Warty”

Żeby tak nie listopadzieć ….

Nie lubię listopada. Od zawsze. Bo nie ma słońca, po dni krótkie, po ciągle mi zimno. I na dodatek w listopadzie zawsze coś pójdzie nie tak. No można oczywiście poddać się  tym nastrojom i listopadzieć sobie wewnątrz i na zewnątrz, ale to nie jest fajne. Tak więc szukam możliwości, żeby nie poddać się szarzyźnie i ogólnie panującemu marazmowi. I w ten oto sposób wpadłam na pomysł niedzielnej wycieczki w naturę. Poczytajcie więcej o przedzimowych nastrojach w Parku Narodowym „Ujście Warty”. Zapraszam. Może i Wy się skusicie?

Główny punkt orientacyjny na dziś to miejscowość Słońsk. A Słońsk wita nas temperaturą 5 stopni i zachmurzonym niebem. Ale ponieważ to taki „świętomarciński” weekend, to mamy ze sobą jeszcze ciepłe, wyjęte prosto z pieca przed samiutkim wyjazdem rogale i termosy z herbatą. Słodycz i ciepełko- damy radę! Nasze opony kierujemy najpierw do Rzeczpospolitej Ptasiej, terenu położonego tuż obok Parku. Tam dostajemy mapkę i kilka informacji jaką trasę wybrać i skąd zacząć. I powolutku ciągle jeszcze samochodem przejeżdżamy przez rozlewiska przy których siedzą rzesze rybaków. To ten czas, gdzie wolno łowić, bo potem nadejdzie taki, kiedy ptactwo będzie składało jajka i połowy będą zakazane. Jest cicho. I tak naprawdę słychać tylko wzlatujące stada ptaków.

Wjeżdżamy ponownie do Słońska i przed kościołem kierujemy się według drogowskazów na „Ptasi szlak”. To jeden ze szlaków przygotowanych dla turystów na terenie Parku Narodowego. Liczy sobie 2 km, idzie się betonową ścieżką- brzmi tak sobie, ale jest naprawdę ok. Z jednej strony rozlewiska i mnóstwo krów, z drugiej strony konie- jedne i drugie to takie naturalne kosiarki. Gdyby nie one wszystko już dawno by zarosło.

Więc tak idziesz sobie człowieku dobry, a na ścieżce staje przed Tobą byk i w oczy Ci spogląda. I nie wiesz do końca, czy Ty tak możesz na tym jego terenie sobie dreptać, czy lepiej jednak zrobić odwrót. Otóż informuję, że po pierwsze uczucie to oczywiście bardzo dziwne na początku, potem przyzwyczaić się można, po drugie, zwierzaki raczej przyzwyczajone do ludzi i płochliwe bardziej niż agresywne.

Tak czy siak jest ciekawie i w takich okolicznościach przyrody dochodzimy sobie do punktu widokowego. Oczywiście, że musi być przerwa. I obserwacja terenu z góry. A kawałek dalej na zakończenie trasy można dojść jeszcze do mostku i wrócić tą samą drogą.

Całość zajęła nam 2h. Zmarzliśmy tak nawet dosyć, dosyć. Tak, aby zamarzyć na koniec o ciepłym samochodzie. Dlaczego warto nawet o takiej porze? Bo tam na chwilę można zapomnieć dokładnie o wszystkim. Takie własne „tu i teraz” wypielęgnować sobie do bólu. Bo fajnie jest poobcować sobie ze zwierzętami, poobserwować ogromne ilości ptaków i posłuchać ich rozmów. Dla oczyszczenia głowy i dla cudownego rodzinnego czasu.

Niestety nie mam tak dobrego aparatu, żeby fotografować ptaki. Ale inni mają. Spójrzcie tutaj, jakie to piękne! https://www.google.com/search?q=uj%C5%9Bcie+warty+ptaki&tbm=isch&rlz=1C1GCEA_enPL869PL869&hl=pl&sa=X&ved=2ahUKEwjq8ueywJj0AhWRuCoKHczhApIQBXoECAEQMA&biw=1263&bih=577

My wracamy tam oczywiście wiosną. Mamy już nawet upatrzoną trasę. A dzisiejszy dzionek, mimo, że listopadowy, kończymy z duuuużymi uśmiechami. Warto było! Najważniejsze to nie listopadzieć, czego i Wam życzymy😊     

Dodaj komentarz